Czarny piątek na giełdzie dla Volvo Cars
Październikowe doniesienia z giełdy w Sztokholmie nie pozostawiają złudzeń. W piątek, 23 października 2026 roku, papiery wartościowe Volvo Cars zanotowały gigantyczne tąpnięcie. Kurs spółki nurkował o blisko 30 proc., sprowadzając tegoroczne straty akcjonariuszy do poziomu aż 67 proc. Dla inwestorów to brutalny zimny prysznic, a dla samego producenta – sygnał, że dotychczasowe mechanizmy obronne przestały działać.
Skąd ten dramat? Głównym powodem są fatalne wyniki za trzeci kwartał. Szwedzki koncern kontrolowany przez chińskie Geely odnotował skorygowaną stratę operacyjną sięgającą 3,7 mld koron szwedzkich. Rok wcześniej w tym samym okresie firma mogła pochwalić się zyskiem na poziomie 5,8 mld koron. Różnica przekraczająca 9 miliardów w rok pokazuje, jak szybko sypie się finansowa konstrukcja producenta. Analitycy rynkowi nie ukrywają zaskoczenia – prognozy zakładały ponad pięciokrotnie mniejszą stratę.
Chiński klaps i amerykańskie cła
Co tak mocno uderzyło w szwedzką markę? Przepis na kryzys okazał się skomplikowany, ale niezwykle toksyczny. Złożyły się na niego przede wszystkim dwa rynki: Azja i Ameryka Północna.
- Chiny: Sprzedaż w Państwie Środka zanotowała praktycznie 50-procentowy spadek w ujęciu rocznym. Lokalna hiperkonkurencja i wyniszczające wojny cenowe sprawiły, że dawny blask aut premium blednie w oczach tamtejszych klientów.
- USA: Sytuację skomplikowały amerykańskie cła oraz polityczne zawirowania wokół dopłat do samochodów elektrycznych.
Do tego dochodzi kwestia kurczących się marż. Globalna marża brutto Volvo skurczyła się z solidnych 20,4% do zaledwie 14,7%. Przychody Grupy w trzecim kwartale tąpnęły o ponad 22 proc., zatrzymując się na poziomie 66,9 mld koron.
Program oszczędnościowy i 2500 zwolnień
W obliczu szybkiego spalania gotówki władze spółki musiały sięgnąć po drastyczne środki. Volvo zapowiedziało wdrożenie nowego, potężnego planu naprawczego o wartości 5 mld koron. Ma on przynieść wymierne efekty do końca 2027 roku, jednak jego cena społeczna będzie wysoka.
Z mapy zatrudnienia zniknie 2500 etatów – głównie w centrali i oddziałach w Szwecji, gdzie zagrożonych jest około 2000 miejsc pracy. Firma zamierza ograniczać koszty poprzez nieobsadzanie wakatów, żegnanie się z konsultantami oraz pakiety dobrowolnych odejść. Zarząd zapewnia, że obecna poduszka finansowa – licząca kilkadziesiąt miliardów koron całkowitej płynności – zabezpiecza bieżącą działalność, ale inwestorzy pozostają sceptyczni. Sentyment na rynku motoryzacyjnym jest dziś lodowaty, a droga Volvo z powrotem na szczyt wydaje się wyboista jak nigdy dotąd.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE