Wielka batalia prawna nie schodzi ze sceny
Wygląda na to, że telenowela z udziałem producenta iPhone’a i twórców popularnego Fortnite’a w rolach głównych prędko się nie skończy. Choć pierwsze salwy w tej wojnie padły już latem 2020 roku, a wielu obserwatorów rynku spisało temat na straty, korty w Stanach Zjednoczonych znów rozgrzewają się do czerwoności. Sprawa oficjalnie trafiła pod obrady Sądu Najwyższego USA. O co chodzi tym razem? Nie o sam dostęp do sklepu z aplikacjami, ale o znacznie cięższy kaliber – o domniemaną obrazę sądu oraz gigantyczne miliony dolarów prowizji.
Od czego się zaczęło? Szybkie przypomnienie faktów
Warto pamiętać, że w pierwotnym wyroku z 2021 roku sędzia Yvonne Gonzalez Rogers uznała, że korporacja z Cupertino nie jest rynkowym monopolistą w klasycznym tego słowa znaczeniu. Sąd wymierzył jednak sprawiedliwość w innej kwestii: zakazał stosowania tzw. praktyk antysterujących (ang. anti-steering). Oznacza to, że gigant technologiczny musiał zezwolić deweloperom na umieszczanie w aplikacjach odnośników kierujących użytkowników do zewnętrznych, alternatywnych systemów płatności.
Twórcy oprogramowania odetchnęli z ulgą? Nic bardziej mylnego.
Kreatywna interpretacja przepisów i prowizja rzędu 27%
Gdy korporacja z Cupertino ugięła się pod naporem wokandy, wprowadziła zmiany w regulaminie App Store. Pozwoliła na linki zewnętrzne, ale jednocześnie nałożyła na twórców aplikacji prowizję wynoszącą aż 27% od transakcji realizowanych poza jej systemem (wobec standardowych 30% wewnątrz ekosystemu). Krótko mówiąc: furtkę otwarto, ale zablokowano ją wysokim progiem finansowym.
Szef Epic Games, Tim Sweeney, nie pozostawił na tym pomysle suchej nitki, grzmiąc w mediach społecznościowych o unikalnych zagrywkach mających na celu obejście przepisów. Sprawa wróciła na salę sądową, gdzie sędzia uznała firmę z Cupertino winną obrazy sądu za naruszenie pierwotnego nakazu. Sąd niższej instancji zakazał całkowicie pobierania jakichkolwiek opłat od linków zewnętrznych, a presja rosła z miesiąca na miesiąc.
Sąd Najwyższy mówi „sprawdzam”
Teraz ostateczny głos w tej telenoweli ma Sąd Najwyższy USA, który zgodził się rozpatrzyć apelację Apple. Główny argument giganta opiera się na tym, że wyrok skazujący go za obrazę sądu bazował na mglistym „duchu” pierwotnego nakazu, a nie na jego precyzyjnym, dosłownym brzmieniu. Dodatkowo prawnicy korporacji podnoszą kwestię ogólnokrajowego zasięgu kar, które dotykają miliony podmiotów niezwiązanych bezpośrednio ze sporą paczką Epic Games.
Jesienne posiedzenie trybunału przesądzi o przyszłości globalnego rynku aplikacji. Stawka jest gigantyczna, a stary konflikt cyfrowych potęg wkracza w najbardziej dramatyczną fazę w historii.
Źródło: Gry w INTERIA.PL

KOMENTARZE