Rewolucja, która zwalnia tempa
Jeszcze niedawno w gabinetach zarządów panowała retoryka czystego darwinizmu technologicznego. Szefowie największych korporacji Przekonywali z okładek magazynów biznesowych, że sztuczna inteligencja to najkrótsza droga do świetności, mierzona wprost liczbą zlikwidowanych etatów. Miarą postępu miała być wydajność wyciągnięta z algorytmów, a nie z ludzkiego potu. Dziś ten ton gwałtownie cichnie.
W obliczu niepewności rynkowej i brutalnego zderzenia teorii z praktyką, lideri biznesu zmieniają narrację. Zamiast otwarcie mówić o zastępowaniu pracowników chatbotami czy systemami uczenia maszynowego, prezesi coraz ostrożniej szafują hasłami o redukcjach. Czyżby ogarnęło ich nagłe łagodne serce? Skądże. Chodzi o twardą ekonomię, zmęczenie materiału i… niemałe koszty.
Koszty przewyższające ludzką pracę
Mit o tym, że sztuczna inteligencja natychmiast obniży koszty stałe firmy, pęka pod naporem rzeczywistości. Jak celnie zauważył wiceszef działu Applied Deep Learning w Nvidii, Bryan Catanzaro, w wielu zaawansowanych projektach koszt surowej mocy obliczkowej i utrzymania infrastruktury AI znacząco przewyższa koszty zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów.
Do tego dochodzi zjawisko określane mianem „AI washingu” oraz rosnące rozczarowanie menedżerów realnym zwrotem z inwestycji. Z raportów analitycznych wynika, że gigantyczne oczekiwania zarządów rozmijają się z codziennością. Pracownicy zamiast zyskać nadludzką produktywność, często grzęzną w poprawianiu błędów generowanych przez modele i weryfikowaniu ich tzw. halucynacji. Przepaść między wizją z prezentacji PowerPoint a fabrycznym open space’em okazuje się zbyt głęboka, by zasypać ją prostym skryptem.
Cichy powrót i realne obawy
Rynek pracy nie doświadcza dziś apokalipsy masowych zwolnień bezpośrednio z winy algorytmów, choć niepewność wśród zatrudnionych wciąż rośnie. Co więcej, zagraniczne analizy – m.in. firmy Forrester – wskazują na zaskakujący trend: część pracodawców, którzy pochopnie zredukowali kadry, po cichu próbuje odzyskiwać ludzi. Okazuje się bowiem, że automatyzacja pojedynczych zadań to za mało, by oddać w ręce sztucznej inteligencji pełną odpowiedzialność za procesy biznesowe.
Zamiast rewolucyjnego trzęsienia ziemi mamy do czynienia z powolną ewolucją. Praca ulega przekształceniu, a nie całkowitej eksterminacji. Prezesi zauważyli wreszcie, że otwarte straszenie zwolnieniami demotywuje zespoły, rodzi cichy opór i sabotaż wdrożeń. Zamiast medialnych zapowiedzi o masowej wymianie kadr na kod, wchodzi era pragmatyzmu. Pytanie tylko, na jak długo wystarczy korporacjonizmowi cierpliwości do ludzkich słabości.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE