Siatkarski nokaut w Częstochowie i obrona trofeum
Niedzielny wieczór w częstochowskiej DMD Arenie należał do siatkarzy Bogdanki LUK Lublin. Podopieczni Stéphane’a Antigi zdemolowali w meczu o AL-KO Superpuchar Polski mistrzów kraju – Aluron CMC Wartę Zawiercie – wygrywając 3:0 (34:32, 25:20, 25:18). Choć spotkanie zgromadziło na trybunach ponad siedem tysięcy widzów oraz selekcjonera reprezentacji Polski Nikolę Grbicia, prawdziwe fajerwerki oglądaliśmy na samym parkiecie.
Dla francuskiego szkoleniowca to już czwarty Superpuchar Polski w trenerskiej karierze, a drugi z rzędu wywalczony z lubelską ekipą. Mimo że zespół z Lublina spędził w pełnym składzie zaledwie niespełna trzy tygodnie wspólnych treningów, na boisku wyglądał jak maszyna doskonale naoliwiona od miesięcy.
Plan skrojony pod Wilfredo Leona
Wielkim bohaterem spotkania po raz kolejny został niekwestionowany lider zespołu – Wilfredo Leon. Przyjmujący reprezentacji Polski, który dopiero w środę poprzedzającą mecz dołączył do regularnych zajęć po obowiązkach reprezentacyjnych, rozegrał kapitalne zawody. Zwieńczył je potężnym asem serwisowym, posyłając piłkę z prędkością aż 132 km/h.
Po końcowym gwizdku Stéphane Antiga nie ukrywał, że sztab trenerski przygotował na ten mecz specjalny wariant taktyczny. — Szykowałem Wilfredo w bardzo konkretny sposób — zdradził francuski trener. Szkoleniowiec doskonale wiedział, jak ważny jest to zawodnik w meczach o najwyższą stawkę i jak potrafi pociągnąć całą drużynę w kryzysowych momentach.
Kosmiczny pierwszy set i dominacja Lublinian
Mecz rozpoczął się od niesamowitej walki nerwów. W pierwszej partii padło aż 66 punktów, a Jurajscy Rycerze prowadzili już 22:19. Lublinianie zdołali jednak odwrócić losy seta głównie dzięki kapitalnej grze w bloku oraz asom serwisowym, wygrywając na przewagi 34:32.
W kolejnych odsłonach przewaga Bogdanki LUK była już miażdżąca. Świetne zmiany, szczelny blok oraz bezbłędna dystrybucja piłek przez Marcina Komendę sprawiły, że Zawiercianie pogubili własne argumenty. Trener Michał Winiarski próbował ratować wynik roszadami w składzie – wpuszczając na boisko m.in. Kamila Rychlickiego czy Bartosza Kwokka – ale na rozpędzonego Leona, Ran Takahashiego i świetnie dysponowanego Mousse’a Gueye nie było mocnych.

KOMENTARZE