Zderzenie z ciszą w Arenie 8888
Mistrzostwa Europy siatkarzy w grupie B rozpoczęły się w cieniu wielkich pustek. Kiedy w czwartek, 10 września 2026 roku, reprezentacja Polski wyszła na parkiet w Sofii, by zmierzyć się z Portugalią, widok na trybunach mógł zszokować. Zamiast wrzawy wielotysięcznej publiczności, w nowoczesnej i ogromnej hali świeciły pustki. Oficjalne statystyki wykazały, że to jednostronne widowisko na żywo oglądało zaledwie **867 widzów**.
Dla porównania, dzień wcześniej gospodarze turnieju, Bułgarzy, przyciągnęli na mecz otwarcia z Macedonią Północną niemal 9 tysięcy fanów. Spotkanie Biało-Czerwonych przypominało jednak bardziej zamurowany, zamknięty sparing niż wielkie święto siatkówki. Godzina rozpoczęcia starcia (16:00 czasu lokalnego) sprawiła, że lokalni kibici po prostu nie zdążyli dotrzeć po pracy.
Biało-Czerwoni wyszli i zrobili swoje
Na boisku podopieczni Nikoli Grbicia nie dali Portugalczykom żadnych szans. Mecz zamknął się w trzech szybkich setach (**3:0: 25:12, 25:18, 25:20**), a całe spotkanie trwało zaledwie 69 minut. Różnica klas była widoczna od pierwszej do ostatniej piłki, co potwierdziły pomeczowe głosy z obozu kadry.
— *Podeszliśmy do tego jak do każdego innego meczu. Wewnętrznie nie da się ukryć, że nie ma takiej mobilizacji, kiedy ma się świadomość, że rywal jest o dwie klasy gorszy* — przyznał szczerze po ostatnim gwizdku Artur Szalpuk, który wraca pamięcią do swoich występów w Sofii sprzed jedenastu lat.
Polscy fani nie zawiedli. Wyjątkowe historie z trybun
Mimo drastycznie niskiej frekwencji, w wielkiej hali wcale nie panowała głucha cisza. Niemal wszyscy obecni na trybunach kibice stanowili zorganizowaną i głośną grupkę z Polski. Siatkarze wielokrotnie podkreślali w wywiadach, jak ważny to był impuls. Bez nich atmosfera przypuściłaby totalny falstart.
Wśród fanów dopingujących drużynę w Sofii można było spotkać barwne postaci z najdalszych zakątków kraju. Przykładowo, pan Czesław na co dzień mieszkający w Mszanie Dolnej dotarł do Bułgarii w ramach nietypowego wyjazdu. Grupa polskich notariuszy wędrująca po tamtejszych szlakach – w tym zdobywająca dzień wcześniej potężny szczyt Wichren (2914 m n.p.m.) – zmieniła górskie buty na biało-czerwone szaliki, by wesprzeć siatkarskich mistrzów.
Przed kadrą Nikoli Grbicia kolejne wyzwania w grupie B, gdzie poprzeczka pójdzie w górę, a polscy fani z pewnością pokażą jeszcze mocniejszy doping.

KOMENTARZE