„Dzień dobry z Kijowa”
W piątek, 11 września 2026 roku, wicepremier i szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski pojawił się w stolicy Ukrainy. O swojej wizycie poinformował tradycyjnie w mediach społecznościowych, wrzucając krótkie zdjęcie z peronu dworca i podpisując je wprost: „Dzień dobry z Kijowa”.
Zamiast oficjalnych zapowiedzi i długich protokołów dyplomatycznych – szybki desant w strefie wojny. Program wizyty od początku utrzymywany był w tajemnicy. Wiadomo jednak, co stało za tym ruchem.
Alarm i realne zagrożenie z nieba
Symbolika momentu była uderzająca. Dokładnie w czasie, gdy polski minister wysiadał z pociągu, kijowska administracja wojskowa ogłosiła najpierw żółty alarm (oznaczający falę dronów), a chwilę później – czerwony alarm powietrzny.
Czerwień na radarach w Kijowie to nigdy nie jest abstrakcja. Oznacza jedno: konkretne zagrożenie uderzeniem pocisków rakietowych. Rosyjska machina nie wstrzymała bombardowań mimo obecności zagranicznych dyplomatów. Wręcz przeciwnie – ostatnie dni przyniosły eskalację nalotów na ukraińskie miasta.
Jasny sygnał z Warszawy
Resort dyplomacji nie pozostawił wątpliwości, po co szef MSZ pojechał na wschód w tak niebezpiecznym momencie. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór podkreślił w rozmowie z dziennikarzami:
„Jest to wyraz wsparcia dla walczącej Ukrainy. Im bardziej Rosja atakuje, tym bardziej trzeba wspierać Ukrainę.”
Wizyta zbiega się w czasie z narastającą presją wokół pomocy militarnej. Przypomnijmy: tuż przed wyjazdem Sikorskiego, ukraiński resort obrony oraz polscy przedstawiciele (w tym wiceminister obrony Paweł Zalewski oraz szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz) poinformowali o przygotowaniach do przekazania kolejnego pakietu wsparcia. Chodzi o sprzęt o wartości 50 mln euro (ok. 216 mln zł), w którym kluczową rolę mają odgrywać środki obrony powietrznej.
Polska dokręca śrubę pomocy, a Zachód próbuje szukać formuł na przetrwanie kolejnej fali zimowych ataków. Kijów po raz kolejny stał się centrum europejskiej dyplomacji – tym razem pisanej pod dźwięk wyjących syren.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE