Wizyta Trumpa w Irlandii wywołała burzę. Tysiące ludzi na ulicach i kontrowersyjne słowa o zjednoczeniu

Strona głównaPolityka

Wizyta Trumpa w Irlandii wywołała burzę. Tysiące ludzi na ulicach i kontrowersyjne słowa o zjednoczeniu

Donald Trump chce zjednoczyć Irlandię. Belfast i Londyn kręcą nosem na wizję z USA
Kreml nie hamuje apetytów. Ławrow stawia warunki Zachodowi i chwali Waszyngton
Zderzenie gigantów. Teheran ostrzega sojuszników USA przed nowymi sankcjami

Wrzesień 2026 roku zapisał się wyjątkowo gorącą atmosferą na irlandzkiej scenie politycznej. Trwająca wizyta Donalda Trumpa w Dublinie natychmiast przerodziła się w międzynarodowy skandal dyplomatyczny, łącząc masowe protesty obywatelskie z niespodziewaną i ostrą deklaracją dotyczącą przyszłości Wysp Brytyjskich.

Tysiące demonstrantów na ulicach Dublina

Jeszcze zanim amerykański prezydent usiadł do oficjalnych rozmów, stolica Irlandii stała się miejscem potężnych manifestacji. Tysiące osób wyszło na ulice, niosąc transparenty krytykujące politykę Waszyngtonu, działania w Strefie Gazy oraz kontrowersje wokół amerykańskiej administracji.

W tłumie dominowały nastroje sprzeciwu. – Bardzo żałuję, że tu jest. Powoduje zbyt wiele cierpienia – powtarzali protestujący, machając flagami i dając upust swojemu gniewowi. Sytuację podgrzewał fakt, że w przeszłości obecna prezydent Irlandii, Catherine Connolly, sama brała udział w antytrumpowych protestach. Tym razem spotkała się z nim jako głowa państwa, nie ukrywając jednak krytycznego głosu narodu.

„Chciałbym zobaczyć zjednoczoną Irlandię”

Prawdziwa bomba wybuchła jednak podczas spotkania Trumpa z premierem (taoiseach) Micheálem Martinem. Zapytany przez dziennikarzy o stosunek do potencjalnego zjednoczenia Republiki Irlandii z pozostającą w składzie Wielkiej Brytanii Irlandią Północną, amerykański przywódca odpowiedział bez wahania.

Stwierdził, że zjednoczenie Irlandii byłoby „fantastyczną rzeczą” i czymś „bardzo fajnym” (ang. cool), co jego zdaniem „i tak w końcu się wydarzy, więc równie dobrze mogłoby teraz”. Słowa te całkowicie zerwały z ostrożną, neutralną dyplomatycznie linią, jaką przez dekady utrzymywali kolejni gospodarze Białego Domu.

Natychmiastowa reakcja Londynu i unioniści wściekli

Deklaracja wywołała natychmiastowy opór. Słowa Trumpa spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony pro brytyjskich unionistów w Irlandii Północnej. Liderzy ugrupowań unijnych ostro skrytykowali amerykańską ingerencję, ostrzegając przed podważaniem chwiejnej równowagi politycznej regionu.

Również w Londynie zapanowało konsternacyjne milczenie szybko przerodzone w stanowczy sprzeciw. Downing Street przypomniało, że zaledwie kilka tygodni wcześniej premier Wielkiej Brytanii, Andy Burnham, jasno zadeklarował, iż jakiekolwiek referendum w sprawie odłączenia Irlandii Północnej od UK pozostaje całkowicie „poza stołem”. Zgodnie z Porozumieniem z Belfastu (Piątkowym) z 1998 roku, kwestia ta leży wyłącznie w gestii rządu brytyjskiego.

Sam Trump, pytany później o zamieszanie, zbył sprawę żartem, stwierdzając, że dziennikarze „szukają krwi”, ale on sam uważa ten temat po prostu za ciekawy. Jedno jest pewne: dwudniowa wizyta, która miała mieć charakter gospodarczo-prywatny (włączając wizytę na polu golfowym w Doonbeg), na długo pozostanie w pamięci europejskich dyplomatów.

Źródło: Wydarzenia w INTERIA.PL – wiadomości, wydarzenia

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: