Amerykański wir i brutalna weryfikacja w oktagonie
Ostatnie dwanaście miesięcy w życiu Iwa Baraniewskiego przypominało film akcji o przyspieszonym tempie. Polski zawodnik kategorii półciężkiej szturmem wdarł się do organizacji UFC, wygrywając kolejne pojedynki i błyskawicznie budując swoją markę za oceanem. Jednak po intensywnej serii przyszedł moment na twarde zderzenie z rzeczywistością.
Podczas gali UFC 331 w Los Angeles, która odbyła się **19 września 2026 roku**, Polak musiał uznać wyższość Alonzo Menifielda. Sędziowie nie byli jednomyślni, ale to doświadczony Amerykanin cieszył się ze zwycięstwa niejednogłośną decyzją. Dla Baraniewskiego była to pierwsza porażka w zawodowej karierze po serii dziewięciu wygranych z rzędu.
Złudny blask gigantów. Czym różni się trening w USA?
Mimo że życie w Stanach Zjednoczonych i prestiż największej organizacji świata robią wrażenie, Baraniewski podchodzi do amerykańskich realiów z dużym dystansem. W rozmowach z dziennikarzami nie ukrywa, że tamtejsze kluby wcale nie odkrywają Ameryki na nowo.
- System szkolenia w Polsce i USA nie różni się drastycznie.
- Amerykańskie sale oferują przede wszystkim ogromną bazę sparingpartnerów.
- Klimat i natura za oceanem zachwycają, ale dom polskiego fightera pozostaje nad Wisłą.
„Nie jest tak, że nauczyłbym się tam czegoś, czego tutaj nie mogę” – przyznaje bez ogródek 27-letni zawodnik. Jak sam podkreśla, zarobione w USA bonusy i gaże chętnie przeznaczy w przyszłości na dom w słonecznym klimacie, gdzie będzie mógł uciec przed polską zimą, ale stałej przeprowadzki nie planuje.
Plan naprawczy i ambicje na kolejne lata
Ciało po pięciu walkach stoczonych w ciągu zaledwie roku domagało się natychmiastowej regeneracji. Ciągłe zbijanie kilogramów i krótki czas na odpoczynek zmusiły sztab do korekty planów. Przed Baraniewskim seria szczegółowych testów w ośrodku UFC Performance Institute w Las Vegas, które mają wykazać, jak organizm znosił mordercze obciążenia.
Ambicje Polaka pozostają jednak niezmienione. Celuje w powrót do klatki w okolicach lutego przyszłego roku, a w perspektywie najbliższych 2-3 lat chciałby na stałe wejść do ścisłej czołówki i stoczyć walkę o mistrzowski pas. Najpierw jednak musi zmazać plamę po wrześniowej porażce i udowodnić, że lekcja z Los Angeles uczyniła go lepszym zawodnikiem.

KOMENTARZE