Koniec pewnej epoki w Belgradzie
W poniedziałek, 26 października 2026 roku, serbska opinia publiczna była świadkiem wydarzenia, które jeszcze kilka dni wcześniej wydawało się czystą abstrakcją. Główne wydanie serwisu informacyjnego Radia i Telewizji Wojwodiny (RTV) nie rozpoczęło się od standardowego pasma prorządowego przekazu, lecz od oficjalnych przeprosin za lata systemowej nierzetelności.
Prezenter Goran Eror bez ogródek przyznał na antenie, że państwowy nadawca przez ponad dekadę zawodził swoich odbiorców. – Milczano, przymykano oczy, informowano jednostronnie i relacjonowano wydarzenia w sposób całkowicie bezkrytyczny – odczytał z wizją przełomowe oświadczenie, dodając, że stacja nie zadawała właściwych pytań władzy lub nie zadawała ich w ogóle.
Wybory, które zmieniły wszystko
Bezpośrednią przyczyną medialnego trzęsienia ziemi była niedzielna porażka obozu władzy w przedterminowych wyborach parlamentarnych w Serbii. Po 14 latach dominacji Serbska Partia Postępowa (SNS) Aleksandara Vučicia musiała uznać wyższość ruchu społecznego Lista Studencka, który wyrosł z fali masowych protestów antykorupcyjnych. Nowa siła polityczna zgarnęła blisko 53 proc. głosów, zapewniając sobie większość w parlamencie.
Fala rozliczeń błyskawicznie uderzyła w struktury mediów narodowych. Pod presją środowisk dziennikarskich i opinii publicznej ze stanowiskiem pożegnał się p.o. redaktora naczelnego pierwszego programu RTV Nenad Ćaćić, a dyrekcja głównego nadawcy RTS (Manja Grczić) również podała się do dymisji.
Gniew ulicy i gniew polityka
Tymczasem na ulicach Belgradu emocje sięgały zenitu. W poniedziałkowy wieczór grupa kilkudziesięciu protestujących weszła bezpośrednio do redakcji skrajnie prorządowej, prywatnej stacji Informer TV, domagając się natychmiastowego aresztowania jej szefa Dragana Vučićevicia i cofnięcia koncesji. Demonstranci otoczyli również budynek innej sprzyjającej dotychczasowej władzy telewizji – Pink TV.
Co na to sam Aleksandar Vučić? Były prezydent, który zrezygnował z urzędu miesiąc przed elekcją z nadzieją na fotel premiera, nie zamierza przepraszać. W ostrym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych nazwał wydarzenia wokół mediów brutalnym atakiem na wolność słowa, a samą przegraną skwitował jako efekt ingerencji „zagranicznego głębokiego państwa”. Jasno dał do zrozumienia, że winy u siebie nie widzi.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE