Błyskawiczny cios na inaugurację ligi
23 sierpnia 2026 roku zapisał się w pamięci kibiców Stade Rennais jako moment czystej magii. Już w 9. minucie meczu 1. kolejki francuskiej Ligue 1 przeciwko Paris Saint-Germain gospodarze znaleźli się na prowadzeniu. Głównym architektem tego szoku został Sebastian Szymański.
Reprezentant Polski wykorzystał bierność obrońców giganta ze stolicy. Dostał futbolówkę w okolicach 20. metra, poprawił ją sobie i uderzył z lewej nogi z wręcz zabójczą precyzją. Piłka po drodze otarła się jeszcze o słupek, zostawiając rosyjskiego bramkarza PSG, Matwieja Safonowa, w roli bezradnego obserwatora. To był prawdziwy gol-marzenie.
Polski akcent napędza Rennes
Trudno wyobrazić sobie lepszy start. Szymański, który barwy ekipy z Rennes reprezentuje od rundy zimowej poprzedniego sezonu, udowodnił, że po początkowym okresie aklimatyzacji stał się kluczową postacią w taktyce trenera Francka Haise’a.
Na tym jednak emocje z udziałem naszych rodaków się nie skończyły. Warto podkreślić, że w wyjściowym składzie gospodarzy znalazł się także Przemysław Frankowski. Drugi z Polaków wykonał świetną pracę na boisku, co udokumentował asystą przy kolejnej bramce dla Rennes, którą w 38. minucie zdobył Estéban Lepaul. Gospodarze sensacyjnie prowadzili do przerwy 2:0 z faworyzowanym rywalem.
Mistrzowie Ligi Mistrzów podnieśli się z kolan
Paris Saint-Germain, które w ostatnich latach zdominowało krajowe podwórko i ma na koncie triumfy w Lidze Mistrzów, nie zamierzało jednak oddać meczu bez walki. Trener i gwiazdy zespołu ruszyli do odrabiania strat w drugiej połowie.
Kluczowe okazało się wejście na boisko Ferrana Torresa. Hiszpański napastnik dał sygnał do natarcia, trafiając do siatki w 71. minucie, a następnie dopełniając dzieła w 82. minucie. Ostatecznie hitowe starcie na Stade de la Route de Lorient zakończyło się remisem 2:2.
Mimo wyprowadzenia dwubramkowego prowadzenia, Rennes może być dumne z walki, a polscy fani mają ogromne powody do radości. Szymański i Frankowski pokazali, że potrafią grać na najwyższym europejskim poziomie przeciwko najsilniejszym markom.

KOMENTARZE