Ostre słowa z Moskwy i szybka reakcja polskiej dyplomacji
Wrzesień 2026 roku przynosi kolejną eskalację napięcia w relacjach na linii Warszawa–Moskwa. Nikołaj Patruszew, bliski doradca Władimira Putina i były szef rosyjskiej FSB, otwartym tekstem zagroził Polsce w wywiadzie dla prokremlowskich „Argumientow i faktow”. Stwierdził bez ogródek, że w przypadku bezpośredniego konfliktu zbrojnego polska państwowość przestałaby istnieć w ciągu dwóch do trzech dni.
Odpowiedź polskiego ministra spraw zagranicznych nadeszła błyskawicznie. Radosław Sikorski podczas audycji w Polskim Radiu nie pozostawił na rosyjskich groźbach suchej nitki, wskazując na fundamentalne znaczenie faktów wojskowych. — Towarzyszom radzieckim, teraz rosyjskim, trzeba uświadamiać korelację sił. Oni też powinni rozumieć, na co się ważą, gdy nam grożą — skwitował wicepremier.
Skąd wzięły się groźby Patruszewa?
Wszystko zaczęło się kilka dni wcześniej podczas konferencji Yalta European Strategy (YES) w Kijowie. To tam szef polskiego MSZ ocenił, że gdyby Rosja zdecydowała się na bezpośredni atak na NATO, Sojusz pokonałby agresora bardzo szybko. Sikorski argumentował to miażdżącą przewagą w powietrzu.
Podczas późniejszych wywiadów radiowych minister podparł tezy twardymi danymi:
- Rosja dysponuje obecnie około 860 myśliwcami.
- Sama Unia Europejska może wystawić 1,6 tys. maszyn.
- Potencjał całego bloku NATO to aż 4,5 tys. myśliwców.
Kreml tradycyjnie zareagował furią. Patruszew zarzucił polskiemu ministrowi „amatorskie podejście” i przekonywał, że rosyjska machina w Ukrainie wcale nie używa pełni swoich możliwości. Równie tradycyjnie w narracji rosyjskich urzędników przewinęły się stałe motywy o „rusofobicznym szaleństwie” Warszawy.
Szantaż nuklearny bez pokrycia?
W ocenie polskiego szefa dyplomacji, Moskwa od dwóch dekad próbuje zastraszać Zachód widmem wojny atomowej. Te straszaki – choć stanowią jedyny wymiar, w którym Rosja zachowuje przewagę – w praktyce okazują się niezwykle trudne do realnego wykorzystania.
— Gdyby Rosja mogła rozstrzygnąć tę wojnę szantażem nuklearnym, to już by to zrobiła — zauważył celnie Sikorski. Brutalna rzeczywistość frontowa w Ukrainie boleśnie zweryfikowała mity o niezwyciężonej armii Putina, a twarda postawa Polski pokazuje, że Kreml ze swoim pysznym rewanżyzmem trafia wreszcie na mur nie do przebicia.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE