Niemiecki rząd szykuje przełomową zmianę, która uderzy w jedno z najbardziej zakorzenionych przyzwyczajeń naszych zachodnich sąsiadów. Już w 2027 roku w życie mają wejść przepisy zobowiązujące tamtejsze sklepy, restauracje oraz punkty usługowe do oferowania klientom co najmniej jednej cyfrowej formy płatności. Choć kultowe kartki z napisem „nur Bares ist Wahres” (tylko gotówka) w wielu małych lokalach wciąż są codziennością, Berlin mówi temu głośne „dość”.
Koniec z „Nur Bares”. Co dokładnie się zmieni?
Nowe regulacje, przygotowywane przez ministerstwo finansów, nie oznaczają całkowitej likwidacji tradycyjnego pieniądza. Monety i banknoty wciąż będą w pełni legalnym środkiem płatniczym, a przedsiębiorcy nadal będą musieli je przyjmować. Rząd chce jednak zagwarantować konsumentom święte prawo wyboru.
Jeśli projekt zostanie przyjęty zgodnie z planem, sytuacja, w której głodny klient odchodzi od lady w budce z kebabem czy klimatycznej knajpce tylko dlatego, że nie ma przy sobie fizycznych euro, odejdzie w przeszłość. Przedsiębiorcy sami zdecydują, czy wdrożą terminal płatniczy, czy opcję płatności smartfonem – pod warunkiem, że zaoferują przynajmniej jeden standardowy w Europie cyfrowy kanał. Z nowych obowiązków zwolnione mają być jedynie organizacje non-profit, takie jak amatorskie kluby sportowe czy stowarzyszenia dobroczynne.
Szara strefa i podatki. Prawdziwy powód rewolucji
Oficjalnie chodzi o wygodę klientów i dostosowanie gospodarki do realiów XXI wieku. Jednak za polityczną wolą Berlina kryje się drugie dno – bezwzględna walka z szarą strefą, unikaniem podatków oraz praniem brudnych pieniędzy.
Niemcy od lat uchodzą za absolutnego fenomena w Europie pod względem przywiązania do gotówki. Statystyki pokazują jednak, że brak cyfrowego śladu w transakcjach to idealna pożywka dla nieuczciwych biznesmenów. Szacunki ekspertów wskazują, że państwo traci z tego powodu miliardy euro rocznie. Transakcje elektroniczne są transparentne i niemal natychmiastowe, co drastycznie utrudnia ukrywanie realnych obrotów.
Opór materii i koszty. Branża gastronomiczna kręci nosem
Nie wszyscy jednak witają zapowiadane zmiany z entuzjazmem. Niemiecki Związek Hotelarzy i Restauratorów (DEHOGA) już teraz podnosi alarm. Zdaniem przedsiębiorców, koszty utrzymania terminali oraz prowizje od każdej transakcji mocno uderzą w kieszenie właścicieli małych, nisko marżowych biznesów. Pojawiają się też tradycyjne argumenty o ochronie prywatności, którą Niemcy stawiają na pierwszym miejscu.
Mimo oporu środowisk biznesowych, determinacja rządzących koalicji jest silna, a projekt ma trafić pod obrady jeszcze w tym roku. Czasu na przygotowanie rewolucji zostało niewiele – rok 2027 zbliża się wielkimi krokami, a cyfrowa transformacja u naszych zachodnich sąsiadów wydaje się być nieuchronna.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE