Niemiecki biznes w tarapatach: Lawina bankructw, choć wielkich strat nie widać

Strona głównaBiznes

Niemiecki biznes w tarapatach: Lawina bankructw, choć wielkich strat nie widać

Koniec pewnej epoki w Cupertino. Tim Cook oddaje stery, John Ternus przejmuje Apple
Rewolucja w lodówkach. Jak Ozempic i leki na otyłość trzęsą rynkiem żywności
Stary model gospodarczy Europy odchodzi w przeszłość. Lagarde bije na alarm w sprawie sztucznej inteligencji

Rekordowa fala niewypłacalności nad Renem

Niemiecka gospodarka od dłuższego czasu usiłuje złapać drugi oddech, jednak rzeczywistość biur sądowych i agencji statystycznych rysuje znacznie mniejszy optymizm. Z najnowszych raportów przygotowanych na podstawie danych m.in. agencji Reuters oraz federalnych urzędów wynika, że liczba niewypłacalności niemieckich firm osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady. Słaba koniunktura, wysokie ceny energii i przewlekłe spowolnienie dają się we znaki.

Mimo to analitycy zwracają uwagę na intrygujący paradoks. Choć statystyki pękają w szwach od liczby samych wniosków upadłościowych, łączna kwota roszczeń wierzycieli w ujęciu masowym potrafiła spaść. Jak to możliwe, że bankrutuje tak wielu, a gospodarka nie krwawi w tym konkretnym punkcie tak mocno, jak mogłoby się wydawać?

Małe firmy płacą najwyższą cenę

Diabeł tkwi w detalach strukturalnych. Za rekordowe wskaźniki bankructw odpowiadają przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), a także samozatrudnieni i mniejsze podmioty z sektora usług, transportu oraz budownictwa. Gdy pada osiedlowy podwykonawca, niewielki warsztat czy lokalny sklep, statystyka notuje kolejną upadłość, ale generowany przez nią dług idzie w tysiące, a nie miliardy euro.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy z rynku znika korporacja z wielomilionowymi obrotami. Wówczas wniosków jest mało, ale kwoty roszczeń szybują w kosmos. Obecny trend pokazuje wyraźnie, że kryzys trawi szeroką podstawę niemieckiej piramidy biznesowej — drobną przedsiębiorczość, która nie ma już poduszki finansowej na przetrwanie kolejnych miesięcy stagnacji.

Sektory pod specjalnym nadzorem

Które branże radzą sobie najgorzej? Tradycyjne filary niemieckiego dobrobytu trzeszczą w posadach:

  • Przemysł przetwórczy i motoryzacja: fundamenty eksportowe podkopywane przez wysokie koszty i spadek popytu.
  • Transport i logistyka: krwiobieg gospodarki duszący się przez drogie paliwa i brak stabilnych kontraktów.
  • Budownictwo i hotelarstwo: sektory mocno uzależnione od kieszeni konsumenta, który zaciska pasa.

Eksperci nie pozostawiają złudzeń. Dopóki koszty prowadzenia działalności w Europie Zachodniej nie spadną, a popyt zewnętrzny nie wzrośnie, fala likwidacji mniejszych podmiotów będzie się utrzymywać. Nawet jeśli łączna suma długów w pojedynczych miesiącach spada, ogólny trend pozostaje czerwoną lampką ostrzegawczą dla całej strefy euro.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: 0