Sierpień 2026 roku przynosi głęboki kryzys polityczny w Ukrainie. Zaledwie miesiąc po tym, jak Wołodymyr Zełenski zdecydował się na dymisję Mychajło Fedorowa z fotela ministra obrony, w kraju zawrzało. Sytuacja na linii Kijów-opozycja gwałtownie eskalowała, a dawny bliski współpracownik prezydenta otwarcie domaga się zmiany reguł gry.
W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu Fedorow uderzył w ton, który mocno zaskoczył ukraińską scenę polityczną. Zażądał on znalezienia legalnego i bezpiecznego mechanizmu przeprowadzenia wyborów prezydenckich – pomimo trwającej pełnoskalowej wojny z Rosją.
Demokracja nie może być zakładnikiem Kremla
Zgodnie z ukraińskim prawem i konstytucją, w warunkach obowiązującego stanu wojennego organizacja ogólnokrajowych głosowań jest wstrzymana. Formalnie kadencja Wołodymyr Zełenskiego upłynęła w 2024 roku, jednak wybory odroczono do czasu nadejścia pokoju.
Mychajło Fedorow uważa jednak, że obecny system zastyga w bezruchu pod pretekstem bezpieczeństwa. „Demokracja nie może być zakładnikiem Rosji” – grzmiał były szef resortu obrony, dodając, że Ukraińcy walczą na froncie właśnie po to, by ich kraj pozostał wolnym państwem europejskim.
Eksperci nie mają wątpliwości: ruch ten oznacza polityczne wypowiedzenie posłuszeństwa prezydentowi. W Kijowie rośnie frustracja społeczna, a głośne dymisje i napięcia wokół kręgów władzy sprawiają, że szanse na bezproblemową reelekcję Zełenskiego drastycznie maleją.
Fedorow rośnie w siłę. Uliczne protesty i ambicje prezydentskie
Gdy w lipcu Zełenski odwołał Fedorowa ze stanowiska, na ulice ukraińskich miast wyszli protestujący. W stolicy manifestowało około dwóch tysięcy osób – głównie młodych ludzi domagających się przywrócenia popularnego polityka na urząd. Fedorow zyskał wizerunek sprawnego technokraty i reformatora, który potrafił skutecznie wdrażać nowoczesne rozwiązania technologiczne w armii.
Analitycy polityczni, w tym m.in. komentatorzy sceny międzynarodowej, coraz śmielej wskazują, że Fedorow ma ogromne szanse, by w przyszłym wyścigu prezydenckim realnie zagrozić obecnej głowie państwa. Jego najnowszy krok budzi jednak obawy o stabilność państwa w kluczowym momencie zmagań z agresorem.
Źródło: Najnowsze wiadomości – TVN24

KOMENTARZE