Naturalne nie znaczy nieszkodliwe
Żyjemy w permanentnym pędzie. Nic dziwnego, że apteczne półki uginają się od preparatów obiecujących natychmiastowe wyciszenie, lepszy sen i święty spokój. Jak pokazują najnowsze badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „Scientific Reports”, po suplementy diety i leki bez recepty na stres sięga już co czwarty dorosły Polak. Problem polega na tym, że traktujemy je jak cukierki.
Przełomowe wnioski to zasługa zespołu naukowców z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed). Badacze wzięli pod lupę nawyki konsumenckie niemal 800 osób (wśród których zdecydowaną większość, bo aż 80%, stanowiły kobiety). Wyniki mrożą krew w żyłach farmaceutów: blisko 23% respondentów przyjmuje takie środki regularnie, a kolejne 37% ma je za sobą.
Ashwagandha i melisa królują, ale nikt się do nich nie przyznaje
Kto wiedzie prym w tej aptecznej samowolce? Zdecydowanym hitem okazała się ashwagandha (sięga po nią aż 52% użytkowników), zaraz za nią uplasowała się tradycyjna melisa (ok. 39%) oraz melatonina (25%). Popularnością cieszą się też waleriana, wyciąg z chmielu czy różeniec górski.
Najbardziej alarmujący wcale nie jest sam fakt łykania ziółek, ale głęboka cisza, jaka panuje wokół tego tematu w gabinetach lekarskich. Z badań GUMed wynika, że zaledwie co piąty pacjent informuje swojego lekarza prowadzącego o przyjmowaniu takich preparatów. Co gorsza, połowa z tej grupy łączy zioła i specyfikacje bez recepty z mocnymi lekami przepisanymi na receptę.
Dlaczego pacjenci milczą?
Autorka badania, Aleksandra Brzozowska z GUMed, wskazuje na dwa główne grzechy główne: niewiedzę oraz wszechobecny wstyd. Wielu chorych wychodzi z założenia, że skoro coś jest „naturalne” i leży na półce w markecie, to nie może wejść w żadną interakcję chemiczną. To błąd, który może słono kosztować.
– *To nie są produkty obojętne dla zdrowia – nie można do nich podchodzić na zasadzie: „to naturalne, więc nie zaszkodzi”* – ostrzega Brzozowska. Zioła potrafią drastycznie zmieniać metabolizm innych leków. Do tego dochodzi lęk przed stygmatyzacją. Przyznanie się do problemów ze stresem czy bezsennością wciąż bywa w Polsce traktowane jak słabość, przed którą wolelibyśmy uciec.
Czas najwyższy przestać zamiatać problem pod dywan. Suplement to też chemia – tyle że rzadziej kontrolowana.
Źródło: RSS Popularyzacja

KOMENTARZE