Potężny gniew „Dziecka Krakatau”
Wszystko zaczęło się w piątek, 5 września 2026 roku, kiedy znany z potężnej historii wulkan Anak Krakatau znów dał o sobie znać. Słup dymu i popiołu wystrzelił w niebo na wysokość sięgającą nawet 15 kilometrów po stronie Sumatry oraz około 6 kilometrów nad zachodnią Jawą. Seria gwałtownych eksplozji i fontann rozżarzonej lawy zmusiła indonezyjskie władze do ogłoszenia alarmu. Dudnienie było słyszalne z odległości setek kilometrów, a niebo w regionie pociemniało w środku dnia.
Erupcja uderzyła w jedno z najgęściej zaludnionych miejsc Azji Południowo-Wschodniej. Choć najbliższe osiedla ludzkie znajdują się ponad 16 kilometrów od krateru, a bezpośrednia strefa zakazana objęła promień 3 kilometrów, skutki wybuchu odczuły setki tysięcy ludzi daleko poza strefą zagrożenia.
Paraliż lotniczy i 270 tysięcy poszkodowanych
Drobny pył wulkaniczny to cichy zabójca silników odrzutowych – drobinki krzemionki wnikające do wnętrza maszyn topią się pod wpływem ekstremalnych temperatur, grożąc całkowitym zatarciem turbin w locie. W trosce o bezpieczeństwo pasażerów w weekend zamknięto łącznie osiem portów lotniczych w kraju.
Najtrudniejsza sytuacja wytworzyła się w stołecznej aglomeracji. Główne międzynarodowe lotnisko kraju – Soekarno-Hatta w Dżakarcie – oraz port Halim Perdanakusuma, a także lotniska w Bandungu i Bandar Lampung, utrzymały zamknięte pasy startowe do poniedziałkowego wieczora, 7 września 2026 roku.
- Skumulowany bilans zakłóceń od początku erupcji dotknął ponad 270 tysięcy pasażerów.
- Liczba odwołanych, opóźnionych lub przekierowanych rejsów przekroczyła 1500 lotów.
- Tylko w poniedziałkowy poranek na samym lotnisku Soekarno-Hatta odwołano lub opóźniono ponad 240 połączeń, co uderzyło w niemal 30 tysięcy osób.
Koczujący turyści i działania ratunkowe
Terminale lotniczych gigantów zamieniły się w wielkie obozowiska. Zagraniczni turyści, tacy jak czekający na powrót do Madrytu Hiszpan Diego Urdiales czy francuska malarka Carol Odile zmierzająca pierwotnie na wyspę Flores, utknęli w bezruchu, bez pewności co do dalszych kroków ze strony przewoźników. Operatorzy lotnisk, w tym firma Angkasa Pura, uruchomili programy pomocowe, dostarczając pasażerom posiłki, napoje oraz organizując transport do hoteli.
Tymczasem lokalne władze próbują walczyć z skutkami kataklizmu na lądzie. W prowincji Banten i na obrzeżach Dżakarty ulice pokryła gruba warstwa szarego pyłu. Szkoły zawiesiły zajęcia, a mieszkańcom nakazano noszenie maseczek i uszczelnianie domów. Państwowa agencja ds. łagodzenia skutków katastrof (BNPB) zapowiedziała nawet operacje zasiewania chmur, które mają wywołać deszcz i szybciej wypłukać pył z atmosfery.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE