Reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn ma za sobą niezwykle intensywny czas na mistrzostwach Europy. Choć faza grupowa turnieju przyniosła kibicom mnóstwo radości i spektakularnych, gładkich zwycięstw, to jej finał zakończył się bolesnym zderzeniem ze ścianą. Drużyna prowadzona przez selekcjonera Nikolu Grbicia musiała przełknąć gorycz porażki w starciu z gospodarzami.
Bezbłędny początek i drogi prowadzące do szczytu
Biało-Czerwoni weszli w tegoroczne zmagania czempionatu Starego Kontynentu w wyśmienitym stylu. W pierwszych spotkaniach grupowych polski zespół wręcz rozjechał kolejnych rywali, nie pozostawiając im złudzeń. Wygrane nad Portugalią, Izraelem, Macedonią Północną oraz mocną Ukrainą udowodniły, że kadra jest w znakomitej dyspozycji fizycznej.
W starciach tych błyszczeli liderzy formacji, tacy jak Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk czy imponujący skutecznością w trudnych momentach Bartłomiej Bołądź. „Nie będę czarował, rywale na początku nie postawili nam najwyższych warunków” – powtarzali otwarcie reprezentanci, ale codzienna rzeczywistość turniejowa szybko zweryfikowała te nastroje.
Thriller i zimny prysznic z Bułgarią
16 września 2026 roku doszło do spotkania, które na długo zostanie w pamięci kibiców. Mecz z Bułgarią urósł do rangi prawdziwego dreszczowca. Polacy świetnie otworzyli widowisko, wygrywając pierwszego seta 25:20. Później jednak do głosu doszli rozędzeni gospodarze turnieju.
- Drugi set padł łupem Bułgarów po zaciętej walce na przewagi (31:29).
- Trzecia odsłona również obfitowała w proste błędy i nerwowość w polskiej ekipie (23:25).
- Dopiero tie-break rozstrzygnął losy dramatycznego pojedynku, który zakończył się wynikiem 18:20 na korzyść rywali.
Całe starcie trwało ponad dwie i pół godziny, wyciągając na wierzch mankamenty w bloku oraz drobne problemy z koncentracją. Trener Nikola Grbić nie ukrywał irytacji w przerwach meczu, a eksperci zgodnie przyznają: ta porażka to potężny, ale być może bardzo potrzebny zimny prysznic przed zbliżającą się fazą pucharową.
Co dalej z formą Biało-Czerwonych?
Mimo porażki w ostatniej kolejce, polska reprezentacja zamknęła grupową rywalizację na pierwszym miejscu w tabeli. Margines błędu w turniejach mistrzowskich jednak się skończył. W fazie pucharowej margines pomyłek nie istnieje, a margines tolerancji dla słabszych momentów staje się minimalny. Kadra potrzebuje szybkiego resetu mentalnego, by udowodnić, że ambicje złotego medalu pozostają w pełni aktualne.
Źródło: przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE