Wielkie pieniądze, gęsta sieć przepisów i rosnące bariery
Polskie szpitale i publiczne placówki medyczne (SP ZOZ) raportują roczne zamówienia na gigantyczną kwotę około 22,3 miliarda złotych. Sytuacja finansowa i zakupowa w ochronie zdrowia od dawna przypomina jednak stąpanie po cienkim lodzie. Do systemu trafiają wprawdzie potężne zastrzyki gotówki – w tym blisko 18 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczone na inwestycje medyczne – ale równocześnie rośnie frustracja dyrektorów szpitali oraz samych wykonawców.
Głównym hamulcowym okazują się skomplikowane procedury, biurokracja oraz prawo zamówień publicznych, które w realiach medycznych potrafi sparaliżować nawet najprostsze zakupy.
Niska konkurencyjność przetargów. Mniej ofert niż na wolnym rynku
Statystyki Urzędu Zamówień Publicznych nie pozostawiają złudzeń. Postępowania przetargowe w sektorze medycznym borykają się z chronicznym problemem niskiej liczby zainteresowanych dostawców. O ile na ogólnym rynku zamówień publicznych poniżej progów unijnych średnia liczba ofert w 2024 roku wynosiła 2,89, o tyle w przypadku placówek medycznych było to zaledwie 1,90 oferty.
Podobnie wygląda sytuacja powyżej progów unijnych: ogólnokrajowa średnia to 2,48, podczas gdy w SP ZOZ-ach spada do zaledwie 1,77. Szpitale stają się zakładnikami wąskiego grona dostawców, a procedury nierzadko kończą się fiaskiem. Jak pokazują ogólne dane rynkowe, około 21 proc. postępowań poniżej progów unijnych kończy się całkowitym unieważnieniem.
Czas, papiery i koszty ukryte
Choć ostateczna cena aparatury, leków czy specjalistycznego sprzętu wciąż bywa kluczowa, eksperci zwracają uwagę na nową barierę. Jest nią codzienna, operacyjna udręka formalna.
- Rozbudowana dokumentacja i rygorystyczne wymagania techniczne.
- Konieczność analizowania setek stron skomplikowanych specyfikacji i kryteriów oceny.
- Ryzyko błędów przy opisywaniu przedmiotu zamówienia (np. tzw. OPZ skrojonych pod konkretnego producenta).
- Problemy z usługami powszechnymi, takimi jak IT, profesjonalne sprzątanie czy catering i żywienie pacjentów.
W efekcie przetargi w ochronie zdrowia przestają być zwykłą wymianą handlową. Stają się skomplikowaną grą na styku prawa, medycyny i drobiazgowego compliance, co skutecznie odstrasza mniejsze firmy od współpracy z publicznym sektorem.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE