Szalone otwarcie europejskich pucharów
Data 9 września 2026 roku na długo zapadnie w pamięć fanom futbolu. Nowy format fazy ligowej Ligi Mistrzów wystartował z niesamowitą dynamiką. Już pierwsze spotkania przyniosły prawdziwą lawinę bramek – w puli inauguracyjnych meczów padło aż 25 goli w sześciu potyczkach. Europejskie boiska po raz kolejny udowodniły, że nudy w tej edycji po prostu nie będzie.
Anfield pod prądem. Dramat i triumf Liverpoolu
Prawdziwym hitem środy było starcie na kultowym Anfield, gdzie Liverpool FC podejmował Atletico Madryt. Goście z Hiszpanii pod wodzą Andoniego Iraoli ruszyli odważnie, a do siatki Alissona w 17. minucie trafił Marcos Llorente po podaniu Juliana Alvarez.
The Reds znaleźli się pod ścianą. Odpowiedź gospodarzy nadeszła jednak w idealnym momencie. Tuż przed przerwą piłkę do siatki wpakował Dominik Szoboszlai, ale całą akcję skradł autor genialnej asysty piętą – Ronald Araujo. Po zmianie stron dominację finalnie przypieczętował Alexis Mac Allister, dając Liverpoolowi cenne zwycięstwo 2:1 i niezwykle ważny impuls psychologiczny na starcie rozgrywek.
Paryski walec i popis Ferrana Torresa
Podczas gdy na Wyspach trwały mechaniczne przeciążania, w stolicy Francji oglądaliśmy absolutny teatr jednego aktora. Obrońcy tytułu z Paris Saint-Germain urządzili sobie strzelecki trening ze Slovanem Bratysława, wygrywają aż 6:1.
Główną postacią wieczoru stał się Ferran Torres. Hiszpan, który latem przeniósł się z FC Barcelony do Paryża, w pełni udowodnił swoją wartość. Potrzebował zaledwie kilkunastu minut po przerwie, aby skompletować efektownego hat-tricka, bezlitośnie wykorzystując błędy defensywy rywali. Ekipa z Parc des Princes błyskawicznie wysunęła się na fotel lidera, dając sygnał reszcie stawki, że obrona korony wcale nie jest pustym sloganem.

KOMENTARZE