Brutalna interwencja po cywilnemu w Będzinie. Chory na Parkinsona kierowca potraktowany jak przestępca

Strona głównaRegion

Brutalna interwencja po cywilnemu w Będzinie. Chory na Parkinsona kierowca potraktowany jak przestępca

Krzysztof Stanowski pędził 110 km/h w terenie zabudowanym. Stracił prawo jazdy i słono zapłaci
Cuchnący terror w Gdyni. Kwas masłowy zniszczył lubianą bawialnię dla dzieci
Koszmar w Nowym Targu: Pijana kierująca ciągnęła psa na łańcuchu za autem

Koszmar na stacji benzynowej

Tragiczna noc z 18 na 19 października 2025 roku na jednej ze stacji paliw w Będzinie odbije się szerokim ehem w sądzie. Trzej funkcjonariusze policji z lokalnej komendy – będący wówczas po służbie i ubrani po cywilnemu – doprowadzili do brutalnej konfrontacji z 49-letnim kierowcą forda, panem Mirosławem. Mężczyzna, który na co dzień zmaga się z chorobą Parkinsona i ma w głowie wszczepiony stymulator mózgu, został potraktowany jak niebezpieczny narkoman.

Sprawa, która początkowo ginęła w natłoku policyjnych raportów i wewnętrznych Oświadczeń, właśnie znalazła swój finał w postaci aktu oskarżenia skierowanego do Sądu Rejonowego w Będzinie przez Prokuraturę Okręgową w Sosnowcu.

Drgawki pomylone z odurzeniem

Wszystko zaczęło się od chwili, gdy pan Mirosław zatrzymał się na stacji, by zatankować samochód swojej partnerki. W pewnym momencie, pod wpływem stresu i po przyjęciu przepisanych przez lekarza leków, dostatnił silnych, mimowolnych skurczów i drgawek – objawów typowych dla jego schorzenia. Ruchy te wzbudziły niepokój jednego z postronnych świadków oraz przebywających na miejscu policjantów po służbie.

Zamiast empatii i chwili wytchnienia, kierowca usłyszał wyzwiska. – Ten człowiek zaczął wyzywać mnie od narkomanów, kpiąc, że zachowuję się, jakby mi zabrakło działki – relacjonował poszkodowany. Mężczyzna próbował tłumaczyć, że cierpi na Parkinsona, co potwierdzała m.in. umieszczona na aucie plakietka dla osoby niepełnosprawnej. Na oprawcach nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.

Zarzuty prokuratorskie i mur milczenia

Według ustaleń śledczych, opartych m.in. na nagraniach z monitoringu, opiniach biegłych lekarzy oraz zeznaniach świadków, sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli:

  • Dawid J. oraz Damian G. odpowiedzą za bezpośrednie pobicie 49-latka oraz bezprawne zmuszanie go przemocą i groźbami do opuszczenia pojazdu.
  • Trzeci z funkcjonariuszy, Piotr G., usłyszał zarzut pomocnictwa w pobiciu oraz kierowania gróźb bezprawnych wobec świadka zdarzenia (Patryka K.), który próbował stanąć w obronie chorego kierowcy i w efekcie sam odniósł powierzchowne obrażenia.

Wszyscy trzej oskarżeni nie przyznali się do winy. Komendant jednostki w Będzinie zdecydował jednak o natychmiastowym zawieszeniu ich w czynnościach służbowych.

Dwa światy: wersja prokuratury a komunikat policji

Sprawa od samego początku wywołała ogromne kontrowersje, uderzając w wizerunek munduru. Jesienią ubiegłego roku śląska policja wydała osobliwe oświadczenie, w którym próbowała usprawiedliwiać działania swoich ludzi. Przekonywano wówczas, że kierowca „stawiał opór” i konieczne było odebranie mu kluczyków, by zapobiec domniemanemu zagrożeniu na drodze.

Zupełnie inne światło na brutalność „interwencji po godzinach” rzucił jednak reportaż dziennikarski programu „Uwaga!” TVN, który zmusił organy ścigania do skrupulatnego zbadania nagrań. Zamiast standardowej procedury i legitymowania doszło do ciosów w głowę i klatkę piersiową oraz agresji wobec przypadkowych osób. Teraz o winie lub niewinności policjantów zadecyduje niezawisły sąd.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: