Gorąca sobota w przeddzień wyborów w Saksonii-Anhalt
Napięcie sięgnęło zenitu. W sobotę, 5 września 2026 roku — tuż przed kluczowymi wyborami do parlamentu regionalnego w Saksonii-Anhalcie — na ulice Magdeburga wyszły tysiące mieszkańców. Szacunki lokalnych służb i mediów mówią o około 6 tysiącach osób, które wzięły udział w manifestacji nazwanej „Festynem Demokracji”.
Głównym celem protestu było wyrażenie sprzeciwu wobec prawicowo-populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), która w przedwyborczych sondażach zdecydowanie lideruje, osiągając poparcie rzędu 40–42 procent. Dla niemieckiej sceny politycznej te wybory to prawdziwe tąpnięcie. Po raz pierwszy w historii ugrupowanie uznawane za skrajną prawicę stoi przed realną szansą na utworzenie rządu w kraju związkowym.
Transparenty na niebie i hasła na katedrze
Atmosfera w Magdeburgu była naładowana emocjami. Uczestnicy demonstracji – wspierani przez kościoły, związki zawodowe oraz organizacje obywatelskie – zgromadzili się na Placu Katedralnym. W powietrzu unosił się nie tylko duch obywatelskiego oporu, ale i dosłowne apele.
Nad miastem krążył awionetka ciągnąca wielki transparent z jednoznacznym napisem: „Zdelegalizować AfD”. Z kolei po zmroku na fasadach historycznej katedry oraz budynku lokalnego parlamentu wyświetlono świetlne instalacje. „Nie oddamy tego, co kochamy. Prawdziwy patriotyzm to nie AfD” — grzmiały napisy widoczne dla całego miasta.
Służby w stanie najwyższej gotowości
Sukces AfD w Saksonii-Anhalt to dla Berlina koszmarny scenariusz. Choć tradycyjne partie polityczne twardo trzymają się tzw. zapory ogniowej i odmawiają jakiejkolwiek współpracy z radykałami, poparcie rośnie w oczach. Krajowy Urząd Kryminalny i policja obawiają się zamieszek. W gotowości postawiono tysiące funkcjonariuszy z różnych landów, obawiając się starć zarówno ze strony skrajnej prawicy, jak i ekstremistów z lewej strony sceny politycznej. Niedzielne głosowanie pokaże, czy Niemcy zdołają zatrzymać ten marsz.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE