Wybory wysokiego ryzyka w Serbii: Tłumy pod urnami i własne długopisy w dłoniach

Strona głównaPolityka

Wybory wysokiego ryzyka w Serbii: Tłumy pod urnami i własne długopisy w dłoniach

Awantura w Gabinecie Owalnym. Donald Trump kazał uciszyć się dziennikarce CNN, a Biały Dom uderzył w jej dzieci
Pożegnanie Wandy Traczyk-Stawskiej przez niemieckiego ambasadora wywołało burzę. Reakcja była natychmiastowa
Ogromny sukces Pierwszej Damy w nowym sondażu. Wyniki budzą podziw
Przesłuchanie głowy państwa w tle sporu o Trybunał Konstytucyjny. Karol Nawrocki odpowiada prokuraturze
Kim jest Monika Piątkowska? Droga od krakowskiego magistratu do walki o fotel prezydenta miasta
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Wielkie poruszenie nad Dunajem i Sawą

W Serbii trwa jedno z najważniejszych głosowań dziesięciolecia. W niedzielę, 25 października 2026 roku, obywatele ruszyli do urn w ramach przedterminowych wyborów parlamentarnych. Stoją w gigantycznych, sięgających kilkudziesięciu metrów kolejkach, które od samego rana paraliżują okolice lokali wyborczych m.in. w Belgradzie. Atmosfera jest gęsta od emocji, a nieufność wobec państwowego aparatu sięga zenitu.

Skąd ten zrywy? Kraj od bliso dwóch lat żyje w rytmie masowych protestów. Iskrą, która przelała czarę goryczy, była listopadowa tragedia w Nowym Sadzie z 2024 roku, gdzie w wyniku zawalenia się dachu dworca zginęło 16 osób. Społeczeństwo obarczyło winą wszechobecną korupcję i nepotyzm obozu rządzącego.

Strach przed „znikającym atramentem”

Wybory te drastycznie różnią się od poprzednich. Wyborcy nie zamierzają zdawać się wyłącznie na uczciwość komisji kontrolowanych przez aparat wieloletniego lidera kraju, Aleksandra Vučicia. W mediach społecznościowych i na ulicach krążą instrukcje samoobrony obywatelskiej.

Widok ludzi z własnymi przyborami do pisania nikogo już w Belgradzie nie dziwi. „Przyszłam ze swoim długopisem, gdyby w komisji dawali nam znikający atrament” – mówi reporterom 40-letnia Maja. Wielu obywateli idzie jeszcze dalej: po zaznaczeniu wybranej listy, skrupulatnie przekreślają wszystkie pozostałe kratki, by uniemożliwić ewentualne dopisanie głosów w procesie fałszowania wyników.

Rekordowa frekwencja i presja ulicy

Liczby mówią same za siebie. Organizacje monitorujące proces głosowania, w tym centrum CRTA, podają, że do godziny 13:00 frekwencja osiągnęła aż **41,1 procent**. Dla porównania – w poprzednich latach o tej porze słupki poparcia świeciły pustkami.

Napięcie widać na każdym kroku. Ulica, przy której mieści się siedziba Republikańskiej Komisji Wyborczej (RIK), została szczelnie zablokowana przez kordon policji. Mieszkańcy komentują to krótko: władza panicznie boi się społecznego głosu. Stawką w tej rozgrywce jest 250 mandatów w jednoizbowym parlamencie oraz realna szansa na polityczny zwrot po 14 latach dominacji dotychczasowego obozu władzy.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: