Niemiecka polityka gospodarcza wobec Państwa Środka wykonuje właśnie ostry zwrot. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że na unijnym szczycie w październiku Berlin twardo poprze nowe, restrykcyjne środki wymierzone w praktyki handlowe Pekinu. Europejskie rynki – a zwłaszcza niemiecki przemysł samochodowy i chemiczny – coraz boleśniej odczuwają skutki chińskiej ekspansji.
Przez lata relacje gospodarcze opierały się na naiwnym założeniu, że wzajemny handel uzdrowi wszystko. Dziś nastroje w Berlinie drastycznie się zmieniły. Chińska oferta bywa średnio o jedną trzecią tańsza od europejskich odpowiedników, a deficyt handlowy Unii z Chinami pęcznieje do gigantycznych rozmiarów. Tradycyjny silnik gospodarczy Niemiec zaczyna się zacierać.
Pakiet bezpieczeństwa gospodarczego i mapowanie słabości
Z nieoficjalnych doniesień wynika, że rząd w Berlinie nie ograniczy się jedynie do politycznych deklaracji. Niemieckie ministerstwa intensywnie pracują nad kompleksowym pakietem środków bezpieczeństwa gospodarczego. Krajowy kabinet ma zatwierdzić te propozycje 14 października, tuż przed kluczowymi rozmowami na szczeblu unijnym.
- Analiza łańcuchów dostaw pod kątem strategicznych zależności od Chin.
- Możliwe nowe cła na hybrydowe pojazdy elektryczne (HEV).
- Zaostrzenie kontroli inwestycji napływających oraz odpływających z kraju.
- Szersze wykorzystanie unijnego instrumentu ds. zamówień publicznych (IPI) w celu ochrony rynku.
Co ciekawe, Berlin po cichu mapuje również chińskie słabości gospodarcze – analizując m.in. dostawy kluczowych komponentów technologicznych czy półprzewodników, w których ChRL wciąż pozostaje zależna od zachodniego know-how. Niemcy chcą mieć w ręku realne karty przetargowe na wypadek eskalacji napięć.
Presja przemysłu zmienia kalkulację Berlina
Jeszcze do niedawna niemieccy giganci motoryzacyjni hamowali radykalne zapędy Brukseli. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Gdy Volkswagen ogłasza plany drastycznych cięć etatów, a presja taniej konkurencji z Azji staje się wszechobecna, nawet liderzy biznesu domagają się zdecydowanej reakcji. Szefowie koncernów, którzy dawniej bronili otwartych drzwi, teraz popierają rozszerzenie unijnych taryf celnych.
Październikowy szczyt w Brukseli zapowiada się jako polityczne starcie o przyszłość unijnego handlu. Niemcy wspólnie z Francją próbują zbudować koalicję państw gotowych na twardszy kurs. Czas miękkiej dyplomacji powoli mija, ustępując miejsca twardemu pragmatyzmowi i obronie europejskich miejsc pracy.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE