Wydarzenia z nocy z 12 na 13 września 2026 roku pokazały, jak blisko terytorium Sojuszu Północnoatlantyckiego uderza obecnie rosyjski terror. Specjalny pociąg czarterowy, którym po wizycie w Kijowie wracali wysokiej rangi zachodni politycy i dyplomaci – w tym były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson oraz doradca kanclerza Niemiec ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Günter Sautter – został zatrzymany i częściowo ewakuowany zaledwie kilka kilometrów od granicy z Polską.
Nocny dramat w pobliżu Dorohuska
Politycy brali wcześniej udział w prestiżowej konferencji bezpieczeństwa YES (Yalta European Strategy) w stolicy Ukrainy, gdzie rozmawiano o perspektywach ewentualnych negocjacji pokojowych. Nad ranem, około godziny 5:00, w momencie zbliżania się do polskiej granicy, podróżą wstrząsnął nagły alarm.
W tym samym czasie rejon ten stał się celem zmasowanego ataku powietrznego. Według ukraińskich sił powietrznych Rosja użyła minionej nocy ponad 450 dronów różnego typu oraz pocisków manewrujących. Bezzałogowce uderzyły w cele w zachodnich obwodach kraju. W strefie zagrożenia znalazł się m.in. regularny skład pasażerski relacji Kijów–Warszawa, w którego pobliżu odnotowano eksplozje.
Zmieniony rozkład i realne zagrożenie
Jak przekazano w komunikatach ukraińskich kolei państwowych (Ukrzaliznycia), sytuacja była niezwykle napięta. Istnieje poważne przypuszczenie, że celem rosyjskich dronów mógł być właśnie pociąg dyplomatyczny, który ze względów bezpieczeństwa opuścił stację **wcześniej niż pierwotnie planowano**.
W składzie pociągu specjalnego, obok Johnsona i Sauttera, znajdowali się także m.in. doradcy ds. bezpieczeństwa z Francji i Włoch, a także posłowie do niemieckiego Bundestagu i naukowcy. Jak relokację wspominali sami uczestnicy, huk obrony przeciwlotniczej oraz realne ryzyko uderzenia dronów w tory sprawiły, że napięcie sięgnęło zenitu. Współprzewodniczący Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych Carl Bildt, który również podróżował tym szlakiem, wskazywał w mediach społecznościowych na dramatyczne okoliczności tuż za ich plecami.
Reakcje służb i dalsza podróż
Mimo paniki i chaosu, dzięki szybkiej akcji służb monitorujących trasę, nikt z VIP-ów ani pasażerów regularnego składu nie ucierpiał. Po dokładnym sprawdzeniu torów i odwołaniu bezpośredniego alarmu, pociąg z politykami ruszył w dalszą drogę, docierając do polskiej granicy z wielogodzinnym opóźnieniem. Polski rząd i służby ze spokojem, ale i pełną uwagą analizują incydent, który kolejny raz udowadnia, że wojna za naszą wschodnią granicą stanowi codzienne, namacalne zagrożenie dla bezpieczeństwa całej Europy.

KOMENTARZE