Decyzja francuskiego burmistrza o obciążeniu kosztami akcji ratunkowej grupy alpinistów wywołała gorącą dyskusję o odpowiedzialności w górach i granicach brawury.
W obliczu ekstremalnych upałów i suszy, które doprowadziły do wzmożonego ryzyka obrywów skalnych na popularnej grani Gouter w masywie Mont Blanc, lokalne władze podjęły zdecydowane kroki. 11 sierpnia zamknięto dwa schroniska znajdujące się na tej trasie, aby chronić życie turystów.
Zignorowane ostrzeżenia i ewakuacja
Mimo oficjalnych zakazów i ostrzeżeń publikowanych w mediach społecznościowych, grupa wspinaczy ruszyła w drogę. O zamknięciu szlaku dowiedzieli się dopiero po dotarciu na wysokość 3835 m n.p.m., kiedy alarm podniósł opiekun jednego ze schronisk. Sytuacja zmusiła służby do przeprowadzenia szybkiej ewakuacji.
Burmistrz miejscowości Saint-Gervais, Jean-Marc Peillex, postanowił nie pozostawić tego zachowania bez reakcji. Zamiast angażować państwowy helikopter, do akcji zadysponowano prywatną maszynę. Każdy z uczestników niebezpiecznej wyprawy musiał uregulować rachunek wynoszący 95 euro za sam transport.
Ostre słowa i podział w środowisku
Samorządowiec nie krył oburzenia postawą wspinaczy. W ostrych słowach skomentował ich zachowanie:
Celowo zignorowali komunikaty zalecające powstrzymanie się od wejścia lub uwzględnienie realnego zagrożenia spadającymi skałami. Wspinaczka odbyła się z pełną świadomością ryzyka.
Decyzja ta spotkała się jednak z krytyką. Przewodniczący Francuskiej Federacji Klubów Alpejskich i Górskich, Charles Van der Elst, zarzucił burmistrzowi wprowadzanie opinii publicznej w błąd i twierdził, że wspinacze nie złamali prawa. Mimo polemiki, lokalne władze stoją na stanowisku, że bezmyślność w górach nie powinna być finansowana z kieszeni podatników.
Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE