Historyczny zwrot w Waszyngtonie
To miał być ostateczny cios w gospodarkę Kremla. Zgodnie z ustawą noszącą imię zmarłego senatora **Lindseya Grahama**, w połowie października miały ruszyć drastyczne restrykcje. Przepisy przewidywały m.in. **100-procentowe cła** na towary z państw kupujących rosyjską ropę i gaz oraz zaporowe, sięgające **500 procent** taryfy na rosyjski import do Stanów Zjednoczonych. W ostatniej chwili Donald Trump zdecydował się jednak na ruch, który wywraca stolik.
W piątkowym rozporządzeniu wykonawczym Biały Dom oficjalnie zawiesił stosowanie kluczowych sankcji. Jako powód wskazano nieostry, ale skuteczny wytrych prawny: **interes narodowy USA**. Decyzja zapadła zaledwie tydzień po tym, jak ogłoszono porozumienie handlowe przewidujące m.in. dostawy rosyjskiego oleju napędowego.
Moskwa zaciera ręce. „Dialog zamiast konfrontacji”
Reakcja Kremla na siebie nie kazała długo czekać. **Kiriłł Dmitrijew**, doradca Władimira Putina i szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, nie posiadał się z radości. W opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniu nazwał posunięcie amerykańskiej administracji **„ważnym i prawdziwie historycznym momentem”**.
Zdaniem moskiewskiego emisariusza, zaostrzona ustawa Grahama mogła w praktyce zamrozić jakiekolwiek relacje gospodarcze między mocarstwami. Dmitrijew podkreślił, że powrót do stabilnej współpracy leży w głębokim interesie obu państw, nawołując do **„wspólnej odpowiedzialności za globalną stabilność”**. Rosja odetchnęła z ulgą – wstrzymane restrykcyjne przepisy miały uderzyć m.in. w rosyjską „flotę cieni” oraz gigantów energetycznych.
Burza polityczna w Stanach Zjednoczonych
Podczas gdy w Moskwie strzelają korki od szampana, w Waszyngtonie wrze. Decyzja o złagodzeniu kursu wobec Kremla wywołałaście lawinę krytyki. I to nie tylko ze strony Demokratów, ale również wewnątrz Partii Republikańskiej.
Wielu polityków uznało krok Białego Domu za **niebezpieczny i niezrozumiały prezent dla Władimira Putina**. Krytycy ostrzegają, że rezygnacja z presji gospodarczej w momencie trwającej wojny na Ukrainie wysyła fatalny sygnał międzynarodowy i podważa wiarygodność zachodnich sojuszy. Sam Biały Dom twardo jednak stoi przy swoim, tłumacząc manewr koniecznością stabilizacji krajowego rynku paliw i ochrony amerykańskich interesów gospodarczych.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE