Najłagodniejsza kara dla prezesa PiS
We wtorek, 15 września 2026 roku, sejmowa Komisja Etyki Poselskiej postawiła kropkę nad „i” w sprawie skandalu, do którego doszło na sali plenarnej. Jarosław Kaczyński został oficjalnie ukarany za swoje skandaliczne zachowanie. Decyzją gremium prezes Prawa i Sprawiedliwości otrzymał karę uwagi — czyli najlżejszą formę dyscyplinarną, jaką przewidują sejmowe regulaminy.
Jak podkreśliła w rozmowie z „Faktem” przewodnicząca komisji, posłanka Elżbieta Burkiewicz, słowa, które padły z ust doświadczonego polityka, „absolutnie nie licowały ze sprawowanym mandatem”. Sam zainteresowany nie zaszczycił jednak posiedzenia swoją obecnością.
„Spieprzaj gówniarzu” i czerwcowe rozliczenia
Wszystko rozegrało się podczas obrad 19 czerwca 2026 roku. Atmosfera w Sejmie od dłuższego czasu była napięta, jednak temperatura sporu gwałtownie wzrosła, gdy do głosu doszedł poseł Koalicji Obywatelskiej, Roman Giertych.
Polityk KO nawiązał wówczas do kontrowersyjnych wydatków z Funduszu Sprawiedliwości i publicznych środków przekazywanych na placówki medyczne, w których leczył się lider PiS. Zwracając się bezpośrednio do prezesa, wypomniał mu miliony złotych wsparcia dla szpitala. Taka inwektywa wyprowadziła Jarosława Kaczyńskiego z równowagi. Nie wytrzymał i rzucił w stronę Giertycha dosadne: „spieprzaj gówniarzu”.
Nagranie jako dowód w sprawie
Choć wulgaryzm nie trafił do oficjalnego stenogramu z obrad Sejmu, sprawa nie została zamieciona pod dywan. Roman Giertych złożył formalny wniosek do Komisji Etyki Poselskiej, dostarczając mocny dowód w postaci materiału wideo.
Prace nad ukaranym wnioskiem nie poszły jednak gładko. Zanim komisja wypracowała ostateczne stanowisko, konieczne było przeprowadzenie kilkukrotnych głosowań. Część członków gremium domagała się surowszych konsekwencji, takich jak upomnienie czy nagana, jednak ostatecznie przeważył wniosek o najłagodniejsze zwrócenie uwagi. Sejmowe korytarze po raz kolejny udowodniły, że polityczna polaryzacja w Polsce dawno przekroczyła granice standardowej debaty.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE