Ostre słowa prezesa PiS w Sulejowie
Podczas wystąpienia w Sulejowie pod koniec sierpnia 2026 roku prezes Prawa i Sprawiedliwości **Jarosław Kaczyński** odniósł się bez ogródek do sytuacji wokół nowo powstałego klubu i stowarzyszenia **Rozwój Plus**, na czele którego stoi **Mateusz Morawiecki**. Szef PiS dał jasno do zrozumienia, że politycy, którzy zdecydowali się opuścić macierzystą formację, nie mają co liczyć na powrót w glorii chwały i bezpieczne miejsca na wspólnych listach wyborczych.
Atak był bezpośredni, a użyte sformułowania nie pozostawiały miejsca na dyplomatyczne niedomówienia.
– W jaki sposób ja, jako szef partii, mam przekonywać moje koleżanki i moich kolegów, żeby ustępowali dobrych miejsc tym, którzy zdradzili? Bo to jest zdrada po prostu, najnormalniejsza na świecie zdrada – grzmiał z mównicy Kaczyński.
Rozłam, ultimatum i narodziny „Rozwoju Plus”
Przypomnijmy: konflikt na prawicy narastał od tygodni. Kryzys eskalował pod koniec lipca 2026 roku, kiedy upłynęło twarde ultimatum postawione przez prezesa PiS. Wymagał on od parlamentarzystów natychmiastowej rezygnacji z przynależności do zewnętrznych projektów politycznych i stowarzyszeń pod groźgą natychmiastowego wykluczenia.
Grupa skupiona wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego – licząca ponad **40 posłów**, a także senatorów i eurodeputowanych – odmówiła złożenia deklaracji. Argumentowali, że nie porzucają PiS, a jedynie budują nową inicjatywę społeczną. Efektem było ostateczne rozstanie, wyrzucenie krnąbrnych działaczy poza nawias partii i powołanie przez nich własnego, niezależnego klubu parlamentarnego.
Mechanizm kalkulacji i „czarna lista” prezesa
W ocenie Jarosława Kaczyńskiego w środowisku Rozwoju Plus miało funkcjonować przekonanie, że mimo skromnych na razie sondaży czy struktur, nic im nie grozi, bo „i tak koniec końców dostaną miejsca na wspólnej liście z PiS”. Prezes uciął te spekulacje raz na zawsze.
Zdaniem lidera Zjednoczonej Prawicy, lojalni działacze, którzy miesiącami ciężko pracowali w terenie, nie mogą być spychani na dalsze pozycje na rzecz polityków, którzy w kluczowym momencie „przeszli na inną stronę”. Co więcej, Kaczyński stwierdził wprost, że osoby odpowiedzialne za rozbicie obozu patriotycznego powinny na stałe wypaść z polskiej polityki.
Eksperci polityczni zauważają jednak pewien paradoks: chociaż retoryka na linii Kaczyński–Morawiecki jest niezwykle ostra, zbliżający się wielkimi krokami cykl wyborczy może w przyszłości zmusić obie skłócone frakcje do bolesnego pragmatyki i kalkulacji mandatowej. Na razie jednak mosty zostały doszczętnie spalone, a o jakiejkolwiek koalicyjnej sielance nie ma mowy.
Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE