Kolejna burza pod pomnikiem. Prezes PiS odpala hasło o „putinadzie”

Strona głównaPolityka

Kolejna burza pod pomnikiem. Prezes PiS odpala hasło o „putinadzie”

Sondażowy nokaut na prawicy. Rozłam w PiS zbiera żniwo, a partia Morawieckiego szoruje po dnie
Zapach władzy zatrze konflikty? Sondaż nie pozostawia złudzeń co do przyszłości prawicy
Kaczyński bezlitosny dla ludzi Morawieckiego. Mówi wprost o „najnormalniejszej zdradzie”

Awantura na Placu Piłsudskiego

Tradycyjny scenariusz, powtarzalny jak w zegarku i nabuzowany emocjami do granic możliwości. Podczas czwartkowych obchodów miesięcznicy smoleńskiej w Warszawie po raz kolejny doszło do ostrych spięć i regularnej przepychanki słownej między uczestnikami uroczystości a kontrmanifestantami. Gdy głos zabrał prezes Prawa i Sprawiedliwości, w tle natychmiast rozległy się donośne okrzyki „kłamca, kłamca”. Atmosfera zgęstniała do czerwoności.

Jarosław Kaczyński nie zamierzał udawać, że nic się nie dzieje. Choć zauważył pewną „poprawę” polegającą na tym, że protestujący ograniczają się głównie do noszenia transparentów i nie podchodzą bezpośrednio pod same monumenty tak jak dawniej, to całość skwitował bez ogródek.

„Chamstwo” i grube słowa o rosyjskiej agenturze

Prezes PiS określił zachowanie osób przerywających wystąpienie mianem „niebywałego braku kultury” oraz wprost nazwał je „chamstwem”. W jego ocenie mamy jednak do czynienia z zjawiskiem o wiele groźniejszym, które wykracza daleko poza zwykłą polityczną awanturę na ulicy.

Mamy do czynienia z „Putinadą”, z akcją, która jeśli w końcu kiedyś polskie państwo zdecyduje się na to, żeby walczyć z rosyjską agenturą, nie mam wątpliwości, że dotrze i do tej grupy, szczególnie do jej przywódcy – grzmiał z mównicy Kaczyński. Polityk wyraził głęboką nadzieję, że w przyszłości wobec osób zakłócających państwowe i partyjne rocznice zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje prawne, kończące się „bardzo licznymi latami pozbawienia wolności”.

Przepychanki i nerwy pod lupą policji

Sytuacja na pl. Piłsudskiego wymknęła się spod kontroli nie tylko na poziomie słownym. Na miejscu doszło do fizycznych przepychanek z udziałem demonstrantów, w które włączył się m.in. poseł Antoni Macierewicz. W tłumie wrzało, a internet zalała fala amatorskich nagrań dokumentujących chaos.

Stołeczna policja potwierdziła, że zabezpieczono materiały dowodowe z przebiegu całego incydentu. Funkcjonariusze musieli interweniować m.in. w sprawie jednej z kobiet, która upadła w trakcie zamieszania, udzielając jej niezbędnej pomocy. Cykliczne spotkania ku czci ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku po raz kolejny udowodniły, że zamiast przestrzeni do zadumy stają się jednym z najbardziej toksycznych punktów na politycznej mapie Polski.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: