Decyzja o wysunięciu ministra Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego wywołała ostrą dyskusję w środowisku prawniczym. Krytycy zarzucają rządowi odejście od zapowiadanej wcześniej apolityczności.
Wskazanie Macieja Berka – dotychczasowego ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu i bliskiego współpracownika premiera Donalda Tuska – jako kandydata do Trybunału Konstytucyjnego stało się jednym z najgłośniejszych tematów politycznych. Premier bronił tej decyzji, podkreślając wybitne kompetencje prawne Berka.
Głosy krytyki ze środowiska sędziowskiego
Kandydatura spotkała się z negatywnym odbiorem części ekspertów. Sędzia Sądu Najwyższego Michał Laskowski w rozmowie z Interią wprost skrytykował ten krok:
Jeżeli teraz pan Berek ma trafić do Trybunału Konstytucyjnego, to jest to powielanie dokładnie tych samych, złych wzorców z czasów PiS.
Podkreślił, że choć kompetencje ministra nie budzą wątpliwości, to urząd ten powinien być obsadzany przez osoby całkowicie niezwiązane z bieżącą polityką. Wskazano również na dawne standardy proponowane przez koalicję rządzącą, które zakładały m.in. karencję dla członków rządu ubiegających się o funkcje w TK.
Reakcje sceny politycznej
Sprawa budzi napięcia także w samej koalicji rządzącej. Przedstawiciele ugrupowań koalicyjnych zwracają uwagę, że nominacja polityka kojarzonego z bezpośrednim zapleczem szefa rządu osłabia wiarygodność obietnic dotyczących naprawy praworządności. Ostateczna decyzja w sprawie wyboru sędziego ma zapaść w Sejmie.

KOMENTARZE