Brytyjski premier dał się nabrać oszustu. Myślał, że pisze z Białym Domem

Strona głównaPolityka

Brytyjski premier dał się nabrać oszustu. Myślał, że pisze z Białym Domem

Nowe ogniska zagrożenia ze strony Rosji. Wyrzutnie bezzałogowców w pobliżu granic NATO
Pijany traktorzysta szalał na drodze. Miał ponad 3 promile i dożywotni zakaz
Polska walczy z Niemcami o zbrojeniowy kontrakt wsule. Amerykańskie rakiety na horyzoncie
Alpejskie skarbce za miliony dolarów. Gdzie najbogatsi ukrywają swój majątek?
Zrobotyzowane fortece na Morzu Południowochińskim. Chiny wyciągają wnioski z walk w Ukrainie

Nowy szef brytyjskiego rządu, Andy Burnham, który objął władzę 20 lipca, wpadł w sprytnie zastawioną pułapkę cyfrową. Brytyjski premier prowadził korespondencję tekstową z osobą, która bezczelnie podszywała się pod Susie Wiles – potężną szefową personelu Białego Domu i najbliższą współpracownicę prezydenta USA Donalda Trumpa. Sprawa wyszła na jaw w poniedziałek, wywołując spore poruszenie w kręgach dyplomatycznych.

Jak wynika z ustaleń serwisu Politico, wymiana wiadomości rozpoczęła się jeszcze przed objęciem przez Burnhama oficjalnego stanowiska na Downing Street i kontynuowana była już po wyborczym sukcesie. Premier w pewnym momencie zorientował się jednak, że coś jest nie tak – w jego głowie zapaliły się czerwone lampki, co skłoniło go do natychmiastowego urwania kontaktu z rzekomą amerykańską urzędniczką.

Bezpieczeństwo państwa w niebezpieczeństwie? Downing Street uspokaja

Choć wizja premiera wielkiego mocarstwa rozmawiającego z internetowym oszustem brzmi jak gotowy scenariusz na polityczną komedię pomyłek, brytyjskie służby i otoczenie szefa rządu starają się tonować nastroje. Przedstawiciele Downing Street tradycyjnie odmówili oficjalnego komentarza, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Jednak osoby zbliżone do sprawy zapewniają, że:

  • Wymiana zdań ograniczyła się do zaledwie kilku wiadomości.
  • Przekazane treści były całkowicie „pozbawione znaczenia” i nie zawierały żadnych poufnych informacji.
  • Nie doszło do żadnego realnego wycieku tajnych danych państwowych.

Panika w ambasadzie i podejrzenia o zhakowany telefon

Mimo zapewnień o błahej naturze konwersacji, incydent mocno zaniepokoił brytyjską dyplomację. Ambasada Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie potraktowała sprawę priorytetowo i oficjalnie powiadomiła o wszystkim Biały Dom. W Londynie natychmiast pojawiły się obawy, że urządzenie Susie Wiles mogło zostać zhakowane.

Warto przypomnieć, że amerykańskie służby już wcześniej zmagały się z podobnymi problemami. W ubiegłym roku „Wall Street Journal” informował o serii prób podszywania się pod szefową personelu Białego Domu, które skłoniły FBI do wszczęcia śledztwa. Przedstawiciele administracji USA szybko jednak ucięli spekulacje w obecnej sprawie, oświadczając, że incydent z brytyjskim premierem nie ma nic wspólnego z naruszeniem bezpieczeństwa urządzeń samej Wiles.

Tradycja wpadek brytyjskich polityków

Wygląda na to, że Downing Street ma pecha do różnego rodzaju pranksterów i oszustów. Brytyjscy politycy regularnie padają ich ofiarami – dość wspomnieć dawne wpadki ministrów obrony i spraw wewnętrznych, Bena Wallace’a i Priti Patel, czy późniejsze próby podszywania się pod znanych ukraińskich polityków. Najwyraźniej nawet najbardziej strzeżone telefony świata nie uchronią polityków przed ludzką łatwowiernością i sprytem internetowych oszustów.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: