Cichy proces bez wyraźnych objawów
Wysoki poziom cholesterolu przez lata nie boli. Człowiek funkcjonuje normalnie, chodzi do pracy, pije poranną kawę i żyje w ciągłym biegu, podczas gdy w jego tętnicach powoli narasta problem. Statystyki medyczne nie pozostawiają złudzeń – hipercholesterolemia dotyka około 60% dorosłych Polaków. Co gorsza, ogromna część z nich dowiaduje się o tym przypadkiem lub dopiero wtedy, gdy dochodzi do dramatycznego zwrotu akcji w postaci zawału serca czy udaru mózgu.
Cholesterol sam w sobie nie jest wróg publiczny numer jeden. To organiczny związek tłuszczowy niezbędny do życia – buduje błony komórkowe, bierze udział w produkcji hormonów steroidowych oraz syntezie witaminy D. Schody zaczynają się wtedy, gdy zachwiane zostają proporcje, a frakcja LDL – nazywana potocznie „złym” cholesterolem – zaczyna dominować i odkładać się w ścianach naczyń krwionośnych.
Mit szczupłej sylwetki i genetyczne pułapki
Wielu pacjentów żyje w błogim przekonaniu, że problem dotyczy wyłącznie osób otyłych, objadających się fast foodami i stroniących od ruchu. Nic bardziej mylnego. W gabinetach lekarskich coraz częściej pojawiają się młodzi, szczupłi ludzie, u których lipidogram pokazuje alarmujące wartości.
Często winna jest tu genetyka oraz uwarunkowania rodzinne. Jeśli rodzice lub dziadkowie borykali się z miażdżycą, ryzyko dziedziczenia zaburzeń gospodarki lipidowej drastycznie rośnie. Do tego dochodzi przewlekły stres, siedzący tryb życia i wysoko przetworzona żywność. Organizm nie pyta, czy nosisz rozmiar S czy XL – jeśli metabolizm szwankuje, cholesterol robi swoje w ukryciu.
Jak czytać wyniki i dlaczego normy bywają zdradliwe?
Podstawowym narzędziem diagnostycznym jest zwykłe, tanie badanie krwi – profil lipidowy (lipidogram). Lekarze przypominają, że ocena samego cholesterolu całkowitego to za mało. Kluczowe jest rozbicie wyniku na poszczególne frakcje:
- LDL – im niższa wartość u osób obarczonych ryzykiem, tym lepiej (dla pacjentów z grupy bardzo dużego ryzyka docelowe wartości spadają nawet poniżej <55 mg/dl).
- HDL – „dobry” cholesterol, który działa ochronnie, wymiatając nadmiar tłuszczu z naczyń.
- Trójglicerydy – których poziom najlepiej badać na czczo po 12 godzinach przerwy od ostatniego posiłku.
Warto pamiętać, że uniwersalne normy z laboratoryjnego papierka to jedno, a indywidualna ocena ryzyka sercowo-naczyniowego przez lekarza – drugie. Pod uwagę bierze się tu wiek, ciśnienie tętnicze, palenie tytoniu oraz obciążenia rodzinne.
Leczenie to nie tylko tabletka
Gdy stężenie lipidów przekracza dopuszczalne granice, pierwszym krokiem wcale nie musi być od razu farmakologia. Choć nowoczesne statyny oraz leki wspomagające ratują życie i skutecznie ścinają poziom LDL, kluczem pozostaje rewolucja w codziennych nawykach.
Zmiana diety na wzorzec śródziemnomorski, rezygnacja z tłuszczów trans, wprowadzenie regularnego wysiłku fizycznego (wystarczy solidny, 30-minutowy spacer pięć razy w tygodniu) oraz zrzucenie nadprogramowych kilogramów potrafią zdziałać cuda. Najważniejsze to nie chować głowy w piasek – regularne kontrolowanie krwi to najprostsza polisa na długie i zdrowe życie.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE