Statynofobia nad Wisłą. Skąd bierze się strach przed lekami ratującymi życie?
Wprowadzone do medycyny pod koniec lat 70. XX wieku statyny na stałe zmieniły kardiologię. Dla wielu pacjentów to jednak wciąż synonim chemii, która „niszczy wątrobę i mięśnie”. W internecie nietrudno natknąć się na mrożące krew w żyłach opowieści o rzekomych spustoszeniach, jakie te preparaty sieją w organizmie. Zjawisko to zyskało już nawet swoją nazwę – statynofobia.
Tymczasem eksperci nie pozostawiają złudzeń. To jedne z najlepiej przebadanych i najbardziej niezawodnych farmaceutyków w historii współczesnej medycyny. Dlaczego więc wolimy wierzyć anonimowym wpisom na forum niż twardym danym klinicznym?
Fakty kontra mity: co naprawdę robią statyny?
Głównym zadaniem tych leków jest hamowanie enzymu w wątrobie, który odpowiada za produkcję cholesterolu. Mowa tu o frakcji LDL, powszechnie nazywanej złym cholesterolem, który bezlitośnie odkłada się w tętnicach i prowadzi do miażdżycy.
Warto pamiętać, że aż około 70-80% cholesterolu w naszym organizmie produkuje wątroba, a nie to, co akurat zjedziesz na obiad. Dlatego sama dieta – choć niezwykle ważna – u wielu osób po prostu nie wystarczy. Statyny nie tylko czyszczą naczynia krwionośne, ale wykazują też potężne działanie:
- przeciwzapalne,
- przeciwzakrzepowe,
- stabilizujące blaszkę miażdżycową.
Dzięki temu drastycznie zmniejszają ryzyko zawału serca oraz udaru mózgu.
Trzy realne skutki uboczne zamiast długiej listy wymyślonych zagrożeń
Czy statyny mają wady? Oczywiście, jak każdy lek. Jednak współczesna medycyna dawno wyciągnęła wnioski z dawnych błędów (jak chociażby wycofanie w 2001 roku preparatu o nazwie cerywastatyn z powodu groźnych interakcji przy za wysokich dawkach).
Jak podkreślają czołowi kardiolodzi, w codziennej praktyce klinicznej realne, potwierdzone działania niepożądane występują u mniej niż 10% pacjentów (a po rzetelnej weryfikacji – u zaledwie 5-7%). Co więcej, lista prawdziwych problemów jest krótka. Najczęściej kończy się na łagodnych bólach mięśniowych, rzadziej dochodzi do delikatnego wzrostu enzymów wątrobowych. Reszta to często efekt nocebo – kiedy ból czy złe samopoczucie pojawiają się wyłącznie dlatego, że panicznie boimy się przepisanego leku.
Źródło: www.rynekzdrowia.pl

KOMENTARZE