Nowy rozdział w Częstochowie: Tomasz Kaczmarek ratuje pierwsze punkty
Trwało to aż siedem długich kolejek. Sześć porażek na start nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy i widmo kryzysu, jakiego pod Jasną Górą nie widziano od lat. W piątkowy wieczór kibice Rakowa Częstochowa w końcu mogli odetchnąć z ulgą. „Medaliki” pokonały przed własną publicznością Motor Lublin 2:1, otwierając wreszcie swój dorobek punktowy w tabeli.
Spory udział w tym przełomie miał debiutujący na ławce trenerskiej Tomasz Kaczmarek. Szkoleniowiec ściągnięty w trybie awaryjnym z Radomiaka Radom zastąpił zwolnionego Dawida Kroczka. Choć ruch ten – polegający na wykupieniu trenera z drużyny plasującej się w środku stawki do zespołu zamykającego tabelę – budził spore zaskoczenie, efekt „nowej miotły” zadziałał błyskawicznie.
Przebieg meczu: Bohater Makuch odwraca losy spotkania
Początek wcale nie zwiastował happy endu. Goście z Lublina ruszyli do odważnych ataków, a czujność defensywy Rakowa szybciej niż się spodziewano ukarał Kamil Lukoszek, dając Motorowi prowadzenie. Częstochowianie znaleźli się pod ścianą.
Wtedy jednak przypomniał o sobie Patryk Makuch. Napastnik gospodarzy wziął na siebie ciężar gry i popisał się fenomenalnym dubletem. Najpierw wyrównał jeszcze przed przerwą, a w drugiej odsłonie spotkania dołożył drugie trafienie, które ostatecznie dało upragnione **trzy punkty i całkowitą zmianę nastrojów w szatni**.
Jak wygląda tabela po pierwszym zwycięstwie?
Mimo ogromnej radości i zrzucenia psychicznego ciężaru, sytuacja w ligowej klasyfikacji nadal wymaga desperackiej walki.
- Raków Częstochowa z dorobkiem 3 punktów wciąż zamyka stawkę Ekstraklasy, okupując ostatnie miejsce.
- Strata do bezpiecznych lokat wciąż jest jednak do odrobienia, zwłaszcza że Kaczmarek otwarcie zapowiada gruntowną przebudowę najbardziej kulejących formacji.
– Jeszcze niedawno Raków miał najlepszą defensywę w Polsce, a teraz ma najgorszą. To na pewno uciekło i trzeba to jak najszybciej odbudować – grzmiał na swojej pierwszej konferencji prasowej nowy opiekun częstochowian. Przed nim i drużyną gigantyczna praca, by udowodnić, że koszmarny początek rozgrywek był tylko wypadkiem przy pracy.

KOMENTARZE