Wielki szum w Ekstraklasie i pierwsze słowa trenera
To była jedna z najgłośniejszych debat ostatnich dni w polskim futbolu. Wieloetatowy spokój wokół Jagiellonii Białystok został przerwany przez publikację Wirtualnej Polski, która ujawniła kulisy kontaktów trenera Adriana Siemieńca ze środowiskiem sędziowskim. Szkoleniowiec mistrzów Polski z poprzedniego sezonu znalazł się pod ostrzałem po tym, jak wysłano kontrowersyjne wiadomości do arbitra przed majowym meczem z GKS-em Katowice.
Przed piątkowym meczem ligowym z Wisłą Kraków, trener Siemieniec po raz pierwszy stanął przed kamerami Canal+ Sport, by publicznie odnieść się do wybuchu afery. Nie uciekał od trudnych pytań. Uderzył się w pierś, przyznając do błędu, choć jednocześnie starał się prostować niektóre doniesienia prawne.
SMS-y z dalekiej Japonii i strach o kartki
Przypomnijmy fakty, które wstrząsnęły ligą. 17 maja, tuż przed starciem z GKS-em Katowice (które zakończyło się remisem 2:2), Jagiellonia walczyła o najwyższe cele, a nad głowami aż ośmiu piłkarzy wisiało widmo pauzy w ostatniej kolejce sezonu za żółte kartki. Wówczas Siemieniec napisał na WhatsAppie do przebywającego na placówce w Japonii sędziego asystenta, Arkadiusza Kamila Wójcika:
„Paweł dzisiaj Nam sędziuje”, „jeżeli może poczekać i Nas uprzedzić że ktoś jest blisko to będę mógł zareagować”.
Chodziło o głównego rozjemcę zawodów – Pawła Raczkowskiego. Wiadomość błyskawicznie trafiła do samego Raczkowskiego, a po miesiącach utajnienia sprawa wyszła na światło dzienne, wywołując lawinę komentarzy o złamaniu Konwencji Sędziowskiej PZPN i standardów etycznych.
„To był błąd, wyciągnąłem wnioski”
Stojąc przed obiektywami telewizyjnymi w piątek, 11 września 2026 roku, Adrian Siemieniec zadeklarował pełną skruchę, precyzując przy tym status dyscyplinarny całej sprawy:
- Brak intencji korupcyjnych: Trener podkreślił, że jego działania nie miały na celu wypaczenia wyniku, a jedynie niefortunny sposób komunikacji.
- Status w PZPN: Szkoleniowiec zaznaczył, że odbyte spotkanie przed Komisją Dyscyplinarną miało charakter wyłącznie wyjaśniający, a według jego wiedzy nie toczy się przeciwko niemu formalne postępowanie.
- Kategoryczna obietnica: – Wysłanie tej wiadomości było po prostu niepotrzebne i było błędem. Ta sytuacja mnie wiele nauczyła. W przyszłości więcej już tego nie zrobię – zadeklarował przed kamerami.
Choć sprawa wciąż budzi ogromne emocje w środowisku piłkarskim i jest analizowana przez organy kontrolne Ekstraklasy, słowa trenera Jagiellonii to próba zamknięcia rozdziału, który mocno rzutował na wizerunek zarówno samego szkoleniowca, jak i klubu z Podlasia.

KOMENTARZE