MrBeast wkracza na korty US Open. Internetowy gigant dzieli tenisowy świat

Strona głównaSport

MrBeast wkracza na korty US Open. Internetowy gigant dzieli tenisowy świat

Twórca Kingdom Come uderza w GTA 6. Postacie nazwał bezmyślnymi socjopatami
Wrześniowe State of Play rozczarowało graczy. Fala krytyki uderzyła w Sony
Skolim zaśpiewa w Juracie. W Pałacu Prezydenckim wrze po decyzji o koncercie

Nowa era promocji czy zbędny cyrk?

Trwający turniej US Open w Nowym Jorku zapisał się na kartach historii nie tylko przez zacięte pojedynki na kortach twardych, ale przede wszystkim ze względu na nietypowe decyzje marketingowe. Włodarze wielkoszlemowej imprezy postanowili otworzyć się na młodszą widownię w sposób, który dla tradycjonalistów okazał się trudny do przełknięcia. Na trybunach oraz bezpośrednio przy najważniejszych wydarzeniach zaczęli pojawiać się najpopularniejszy influencerzy świata.

Główną twarzą tej ofensywy został Jimmy Donaldson, w sieci znany jako MrBeast. Youtuber, którego kanał śledzi ponad 516 milionów subskrybentów, pojawił się m.in. na korcie głównym Arthur Ashe Stadium, gdzie wziął udział w losowaniu stron przed meczem deblowym legendarnych mistrzyń. Towarzyszyła mu cała ekipa, z którą kręcił materiały z użyciem gigantycznych rakiet i piłek tenisowych, a w rolę sędziego w tej absurdalnej odmianie dyscypliny wciskał się sam Frances Tiafoe.

Zderzenie dwóch światów

Obecność internetowych celebrytów w świecie białego sportu wywołała sporą burzę. Z jednej strony organizatorzy zacierają ręce. Statystyki oglądalności w social mediach wystrzeliły w kosmos już pierwszego dnia, udowadniając, że zasięgi MrBeasta potrafią dotrzeć do miejsc, o których tradycyjna telewizja sportowa może pomarzyć.

Z drugiej strony — w środowisku tenisowym zawrzało. Weterani kortów oraz konserwatywni fani zadają sobie pytanie, czy dyscyplina z tak bogatą historią i etykietą naprawdę potrzebuje cyrkowych sztuczek, by przyciągnąć uwagę pokolenia TikToka. Krytycy wskazują, że sprowadzanie legendarnych meczów do roli tła dla internetowych wybryków deprecjonuje powagę turnieju Wielkiego Szlema.

Biznes nie znosi próżni

Trudno jednak ukryć, że sport profesjonalny od lat walczy o uwagę najmłodszych odbiorców, którzy coraz rzadziej zasiadają przed telewizorami na kilkugodzinne transmisje. Współpraca z twórcami takimi jak MrBeast — znanym wcześniej z rozmachu przy realizacji gigantycznych projektów w stylu „Squid Game” czy masowych akcji charytatywnych — to czysty pragmatyzm.

Czy granica pomiędzy sportem a czystym show została przekroczona? Prawdopodobnie tak. Czy przyniesie to upragniony zysk finansowy i napływ świeżej krwi na trybuny? Tego władze turnieju są absolutnie pewne. Jedno jest pewne: o tym US Open głośno jest nie tylko z powodu wyników z kortu.

Źródło: Gry w INTERIA.PL

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: