Zewnętrzne ośrodki dla migrantów pod lupą. Polska mówi „sprawdzam”, ale trzyma się z daleka od budowy

Strona głównaPolityka

Zewnętrzne ośrodki dla migrantów pod lupą. Polska mówi „sprawdzam”, ale trzyma się z daleka od budowy

Niebezpieczny niż genueński nad Polską. MSWiA zwołało sztab kryzysowy, tysiące interwencji straży
Nocne pobudki od RCB to nowa rzeczywistość. Polacy dostają SMS-y, ale pytają o jedno
Tragiczny bilans lata. Policja bije na alarm po serii utonięć w Polsce

Nowy kierunek polityki migracyjnej Unii Europejskiej

Europejska debata o nielegalnej migracji wchodzi w zupełnie nową fazę. Choć od czerwca 2026 roku w Unii oficjalnie obowiązuje nowy pakiet przepisów, rządy poszczególnych państw szukają drastyczniejszych metod na odzyskanie kontroli nad swoimi granicami. Szczególną popularnością cieszy się koncepcja tworzenia tzw. return hubs, czyli specjalnych ośrodków powrotowych zlokalizowanych całkowicie poza terytorium Wspólnoty. To tam trafiać mają osoby, które nie zyskały prawa do azylu i nie posiadają legalnych podstaw do pobytu w Europie.

Za tym projektem stoi na razie wąska, ale zdeterminowana koalicja państw. W Kopenhadze odbyło się kluczowe spotkanie przedstawicieli Niemiec, Austrii, Danii, Grecji i Holandii, które chcą nadać temu pomysłowi realny kształt prawny. Plany są ambitne: jeszcze w tym roku kraje te zamierzają dopiąć szczegóły porozumienia z państwami trzecimi – w tym kontekście najgłośniej mówi się o Rwandzie i Ugandzie. Pierwsze miniośrodki i centra deportacyjne miałyby zacząć przyjmować pierwszych ludzi w 2027 roku.

Polskie stanowisko: Polityczne poparcie, zero finansowego zaangażowania

Gdzie w tym układzie znajduje się Polska? Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji stawia sprawę jasno. Warszawa oficjalnie popiera ideę zewnętrznych ośrodków, co zresztą przypieczętowała, podpisując wcześniej szeroki list kilkunastu państw domagających się odważniejszych rozwiązań powrotowych. Rząd w Warszawie nie zamierza jednak wysyłać tam swoich urzędników, a tym bardziej przeznaczać unijnych czy krajowych funduszy na ich fizyczną budowę.

Popieramy samą inicjatywę „return hubs”, ale czekamy na jej bardziej konkretną operacjonalizację – podkreśla wiceminister MSWiA Maciej Duszczyk.

Kulisowe informacje płynące z resortu wskazują, że Polska została w tej kwestii obserwatorem z boku. Ponieważ nie należy do ścisłej grupy inicjatywnej spotykającej się w Kopenhadze, polscy dyplomaci wolą przyglądać się skutkom prawnym całego eksperymentu. Kraj ma obecnie zupełnie inne priorytety – przede wszystkim uszczelnianie granicy wschodniej i odpieranie hybrydowej presji migracyjnej sterowanej z Mińska i Moskwy.

Rwanda, Uganda i wielki znak zapytania nad prawem

Pomysł odsyłania migrantów tysiące kilometrów od europejskich wybrzeży od samego początku budzi ogromne emocje i gigantyczne wątpliwości prawne. Organizacje pozarządowe ostrzegają przed łamaniem praw człowieka i brakiem gwarancji, że deportowani tam ludzie będą traktowani zgodnie z międzynarodowymi standardami azylowymi. Z kolei krytycy z ugrupowań lewicowych w Parlamencie Europejskim uważają, że takie centra to handlowanie ludzkim losem i próba ominięcia unijnych dyrektyw.

Czasu na testy nie ma jednak wiele. Presja społeczna na zachodzie Europy rośnie z miesiąca na miesiąc, a politycy na tamtejszej scenie politycznej muszą pokazać twarde wyniki w kwestii skuteczności deportacji. Dla Polski to wygodna gra na zwłokę: Warszawa kibicuje rozwiązaniom, które mogą odciążyć unijny system azylu, ale twardo trzyma się zasady, że nie zamierza dokładać do tego własnej cegiełki.

Źródło: Świat – Świat w RMF24

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: