Cyfrowa twierdza bez murów. Dlaczego polskie uczelnie muszą zmienić podejście do cyberbezpieczeństwa

Strona głównaNauka

Cyfrowa twierdza bez murów. Dlaczego polskie uczelnie muszą zmienić podejście do cyberbezpieczeństwa

Cisza po gigantycznym wycieku. Hakerzy od 19 milionów danych zapadli się pod ziemię
Wyższa emerytura za 800 zł? Nowa pułapka oszustów uderza w seniorów
Cyfrowy koszmar po ataku na MyDr. Dlaczego danych o zdrowiu nie da się wymazać?

Pojedyncza uczelnia przypomina dziś statek płynący przez sztormowe morze bez kapitana i sprawnej nawigacji. Zresztą, jak wynika z zaprezentowanego podczas poniedziałkowej konferencji na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach raportu dla Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, żaden uniwersytet w pojedynkę nie jest w stanie w pełni zadbać o swoje cyberbezpieczeństwo. Skala wyzwań przerosła tradycyjne, lokalne działy IT.

Problem nie jest abstrakcyjny. Ostatnie analizy rynkowe i audyty technologiczne ujawniają zatrważające liczby. W ciemnej sieci krąży blisko 25 tysięcy wycieków danych uwierzytelniających powiązanych z polskimi szkołami wyższymi, a w infrastrukturze zaledwie 50 zbadanych podmiotów wykryto ponad 57-60 tysięcy luk bezpieczeństwa. Co gorsza, wśród skompromitowanych haseł zidentyfikowano konta należące do samych rektorów. Hakerzy nie muszą już forsować potężnych bram – często wchodzą tam, gdzie drzwi od lat pozostawały uchylone.

Między paranoją korporacji a wolnością nauki

Jak pogodzić ogień z wodą? Z jednej strony państwo i unijne regulacje (w tym dyrektywa NIS2) wymagają rygorystycznych standardów, z drugiej – nauka ze swojej natury musi być otwarta. Międzynarodowa wymiana myśli, swobodny dostęp do laboratoriów i publikacji to tlen dla uniwersytetów. Skopiowanie sztywnych, militarnych czy korporacyjnych modeli bezpieczeństwa po prostu nie zadziała w środowisku akademickim.

Przekonuje o tym kierujący projektem badawczym dr hab. Dariusz Szostek, prof. UŚ. Ekspert zwraca uwagę, że kluczem do przetrwania jest odejście od izolowanych wysp na rzecz modelu federacyjnego. Oznacza to stworzenie czytelnej hierarchii – od resortu nauki, przez wyspecjalizowany sektorowy zespół CSIRT dla nauki, aż po lokalnych oficerów bezpieczeństwa na poszczególnych wydziałach.

Czas na twarde rozliczenia

Przez lata cyberbezpieczeństwo na uczelniach traktowano po macoszemu. Budżety na IT szorowały po dnie, a pensje specjalistów od bezpieczeństwa sieciowego drastycznie odstawały od stawek w sektorze prywatnym. Dziś te zaniedbania mszczą się ze zwiekszoną siłą. Ataki typu ransomware, które blokują całe systemy dziekańskie, czy wycieki setek gigabajtów wrażliwych danych studentów i pracowników przestały być incydentami z filmów science-fiction.

Nowelizacja przepisów i nowe wytyczne rządowe to dopiero początek drogi. Prawdziwą rewolucją musi być zmiana mentalności. Rektorzy i kanclerze przestają być bezenni – za zaniedbania w obszarze cyberprzestrzeni grożą im dziś realne, dotkliwe konsekwencje finansowe i prawne. Uniwersytety muszą zrozumieć, że w erze cyfrowej otwartość umysłów nie może oznaczać otwartości tylnych drzwi do serwerowni.

Źródło: RSS Popularyzacja

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: