Cyfrowy koszmar po ataku na MyDr. Dlaczego danych o zdrowiu nie da się wymazać?

Strona głównaZdrowie

Cyfrowy koszmar po ataku na MyDr. Dlaczego danych o zdrowiu nie da się wymazać?

Afera wokół fałszywych reklam. Wicepremier żąda wyjaśnień od Mety po sporze z Rafałem Brzoską
Wyższa emerytura za 800 zł? Nowa pułapka oszustów uderza w seniorów
Jak chronić swoje dane po wycieku z MyDr? Rząd zaleca pilne zastrzeżenie PESEL

Wielki wyciek w polskiej medycynie

W połowie sierpnia 2026 roku polski sektor ochrony zdrowia zadrżał w posadach. W wyniku poważnego cyberataku na firmę MyDr – dostawcę popularnego oprogramowania do prowadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej – w ręce hakerów mogły trafić dane nawet 18,8 mln osób. Sprawa błyskawicznie stała się jednym z najgłośniejszych incydentów bezpieczeństwa w historii kraju.

Choć rządowe Centrum e-Zdrowia szybko uciąło spekulacje, wyjaśniając, że państwowy system IKP (Internetowe Konto Pacjenta) i centralna baza P1 pozostały nienaruszone, skala skandalu uderzyła w tysiące komercyjnych gabinetów i przychodni korzystających z rozwiązań MyDr. W bazie o rozmiarze około 2,5 TB znalazły się nie tylko numery PESEL, ale również numery telefonów, informacje o wizytach oraz szczegółowe listy wystawionych recept.

Wieczna skaza na cyfrowym zdrowiu

W świecie cyfrowym do wielu rzeczy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jeśli ktoś ukradnie nam numer karty płatniczej, dzwonimy do banku, zastrzymujemy transakcje i zamawiamy nowy plastik. Jeśli wyciekną hasła do serwisu społecznościowego, zmieniamy je jednym kliknięciem. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy w niepowołane ręce wpadają informacje o tym, na jakie choroby cierpimy, jakie leki przyjmujemy i jakich lekarzy odwiedzamy?

Odpowiedź jest brutalnie prosta: nic. Tych danych nie da się unieważnić. Nie ma przycisku „reset” dla historii leczenia onkologicznego, kardiologicznego czy psychiatrycznego. Kiedy wrażliwe informacje opuszczą bezpieczny serwer, przestają być pod naszą kontrolą na zawsze.

Jak hakerzy mogą wykorzystać naszą prywatność?

Eksperci od cyberbezpieczeństwa nie mają wątpliwości, że wyciek tak potężnej bazy to raj dla oszustów. Największym zagrożeniem nie jest bowiem jednorazowa kradzież tożsamości w celu wzięcia pożyczki (przed czym skutecznie chroni coraz popularniejsze zastrzeżenie numeru PESEL), ale precyzyjnie stargetowany phishing i socjotechnika.

Wyobraź sobie sytuację, w której dzwoni do Ciebie osoba podająca się za pracownika przychodni albo lekarza prowadzącego. Oszust wymienia Twoje imię, nazwisko, dokładny PESEL, a na dowód swojej wiarygodności podaje nazwę leku, który faktycznie przepisał Ci specjaliście kilka miesięcy wcześniej. W takiej chwili ludzka czujność drastycznie spada. Przestępca może wyłudzić dodatkowe pieniądze, nakłonić do kliknięcia w złośliwy link czy skłonić do podania autoryzacji bankowych.

Co można zrobić w tej sytuacji?

Reakcja musi być wielotorowa, choć trzeba pamiętać, że daje ona jedynie złagodzenie ryzyka, a nie jego całkowite wyeliminowanie:

  • Zastrzeż numer PESEL w urzędzie lub przez aplikację mObywatel – to podstawowa zapora przed zaciąganiem kredytów na Twoje konto.
  • Włącz uwierzytelnianie dwuskładnikowe (2FA) we wszystkich kluczowych usługach cyfrowych, z których korzystasz na co dzień.
  • Uruchom Alerty BIK, które natychmiast poinformują Cię o każdej próbie zapytania o Twoją historię kredytową.
  • Zachowaj szczególną czujność wobec wszelkich wiadomości SMS, e-mail oraz telefonów dotyczących Twojego zdrowia, recept czy wizyt lekarskich.

Śledztwo w sprawie wycieku prowadzi obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie oraz Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, a Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) sprawdza procedury stosowane przez spółkę. Dla pacjentów pozostaje to jednak bolesna lekcja: w erze cyfrowej nasza prywatność medyczna jest tak bezpieczna, jak najsłabsze ogniwo w systemie podmiotu, któremu powierzyliśmy nasze dane.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: