Jak fiskus kontroluje samochody firmowe?
Korzystasz z auta służbowego i odliczasz od niego 100 proc. VAT? Jeśli zdarza Ci się ruszyć nim w trasę prywatną albo zapomnisz wpisać postoju do ewidencji, możesz mieć poważny problem. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) coraz śmielej wykorzystuje sieć rejestratorów rozmieszczonych przy polskich drogach, by wyłapać niezgodności w firmowych rozliczeniach.
Metoda zaskoczyła już wielu przedsiębiorców. Urzędy skarbowe – m.in. w Krakowie i w centralnej Polsce – masowo wzywają podatników do wyjaśnień, dysponując gotowymi zestawieniami tras. Dowodem w sprawie stają się cyfrowe ślady pozostawiane na asfalcie.
System ANPRS pod lupą skarbówki
Choć technologia nie jest nowa, jej obecne zastosowanie budzi ogromne emocje. Mowa o systemie ANPRS (Automatyczny System Rozpoznawania Numerów Rejestracyjnych), który działa w Polsce od grudnia 2017 roku. Przez lata kojarzył się przede wszystkim z walką z mafiami paliwowymi, przemytem oraz uszczelnianiem systemu SENT. Dziś celownik przestawiono na zwykłych podatników.
Kamery monitoringu, urządzenia policyjne oraz punkty kontrolne na bieżąco sczytują tablice rejestracyjne przejeżdżających pojazdów. Następnie automatyczne algorytmy krzyżują te dane z bazami Ministerstwa Finansów – w tym z deklaracjami VAT-26 oraz prowadzoną przez firmy tzw. kilometrówek.
Kiedy pojawia się problem z fiskusem?
Zgodnie z przepisami, przedsiębiorca ma do wyboru dwa modele rozliczania aut osobowych w firmie:
- Model mieszany (50% VAT): Samochód służy do celów biznesowych i prywatnych, a podatnik nie musi prowadzić skomplikowanych ewidencji.
- Model pełny (100% VAT): Wymaga zgłoszenia auta na druku VAT-26, stworzenia wewnętrznego regulaminu i pedantycznego prowadzenia ewidencji przebiegu.
- Konieczność korekty odliczeń VAT wstecz – nawet do 5 lat.
- Zwrot różnicy między 100% a 50% podatku wraz z odsetkami.
- Dodatkowa sankcja VAT oraz potencjalne postępowania z kodeksu karnego skarbowego.
Wystarczy, że kamera zarejestruje firmowe kombi na parkingu nad morzem w deszczową niedzielę, podczas gdy w kilometrówce widnieje adnotacja o postoju w garażu, by uruchomić lawinę kontroli.
Kary i bolesne korekt podatkowe
Sam komunikat z aparatu rejestrującego nie przesądza jeszcze o automatycznej karze, ale ciężar dowodu spoczywa na kierowcy. Podatnik musi wiarygodnie wyjaśnić, dlaczego auto znalazło się w danym miejscu i czasie. Jeśli tłumaczenia zawiodą, skutki bywają dotkliwe:
W mediach głośno było o przypadkach, gdzie skorygowanie rozliczeń i dopłaty zaległości kosztowały kierowców od 10 do nawet 20 tysięcy złotych. Nic dziwnego, że rosnąca skala inwigilacji kierowców budzi kontrowersje, a organizacje takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich przyglądają się legalności wykorzystywania danych drogowego monitoring do celów stricte fiskalnych.
Źródło: Ekonomia – Ekonomia w RMF24

KOMENTARZE