Giełdowa grupa inżynieryjna Atrem ma za sobą intensywny okres. Z najnowszego raportu finansowego wynika, że spółka skutecznie zostawia w tyle dawny kontraktowy dołek. Przychody rosną w oczach, a portfel zamówień (tzw. backlog) pęka w szwach. Niemniej jednak, rynkowy optymizm szybko zderzył się z brutalną rzeczywistością tabel wynikowych.
Wzrost przychodów i bolesna niespodzianka marżowa
W pierwszym półroczu Atrem wypracował wstępnie około 141,1 mln zł przychodów, co w ujęciu rocznym oznacza solidny, bo aż 38-procentowy wzrost. Taka dynamika pokazuje, że plac budowy nie cichnie, a roboty szłoby pełną parą. Zysk netto po dwóch kwartałach osiadł na poziomie 11,2 mln zł.
I tu pojawia się mały zgrzyt, który nie umknął uwadze analityków. Mimo że roboty przybywa, zaskakująco osłabiły się marże brutto na sprzedaży. Wyższa skala działania nie przełożyła się proporcjonalnie na zyski, co natychmiast pociągnęło za sobą presję na wynikach operacyjnych oraz EBITDA. Inwestorzy musieli przełknąć fakt, że „przemiał” stali i kabli nie zawsze idzie w parze z grubszym portfelem.
Ogromny backlog i wielkie miliony od energetyki
Sytuację popytu łagodzą perspektywy. Portfel zamówień na koniec czerwca opiewał na ponad 343 mln zł. Mało tego, spółka z Grupy Kapitałowej Immobile chwilę później pochwaliła się gigantycznym sukcesem – Polskie Sieci Elektroenergetyczne wybrały jej ofertę wartą aż 157,8 mln zł brutto na rozbudowę stacji 400/220/110 kV Mikułowa.
Trwa wielka transformacja energetyczna, a krajowi operatorzy sypną groszem na modernizację sieci. Pytanie brzmi jednak prosto: czy Atrem zdoła przekuć te setki milionów w realną rentowność, czy też presja kosztowa nadal będzie zjadać owoce ciężkiej pracy?
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE