Burza po słowach Trumpa o Los Angeles i San Diego. Prezydent tłumaczy się ze skandalu

Strona głównaPolityka

Burza po słowach Trumpa o Los Angeles i San Diego. Prezydent tłumaczy się ze skandalu

Cieśnina Trumpa zamiast Ormuz? Prezydent USA rzuca kolejną zaskakującą propozycję
Dyplomatyczna misja i tajemniczy rozkaz na froncie. Ludzie Trumpa ruszają z wizytą do Moskwy i Kijowa
Kulisowy odjazd wysłanników Trumpa z Kijowa. Ukraińskie koleje ujawniają szczegóły
Sąd Najwyższy USA blokuje plany Trumpa. Głosowanie korespondencje bez nowych restrykcji
Kanada odpowiada cłami na decyzję USA. Mark Carney mówi wprost o „stanie wojny” handlowej
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Kontrowersyjne słowa na wiecu w Nebraska

Wszystko zaczęło się podczas wiecu wyborczego 5 października 2026 roku w Grand Island w stanie Nebraska. Donald Trump odnosił się do trwającego konfliktu z Iranem oraz rosnących cen paliw, które – jak twierdził – są jedynie „sztucznym” problemem. W swoim charakterystycznym stylu lawirowania między wątkami stwierdził, że wyższe koszty to „mała cena za utrzymanie bezpieczeństwa”.

W pewnym momencie prezydent USA rzucił zdanie, które natychmiast obiegło światowe media i wywołało polityczne trzęsienie ziemi. Nawiązując do zagrożenia ze strony Iranu, powiedział: „Niech zniszczą miasto. Niech zniszczą Los Angeles. Niech zniszczą San Diego”. Dodał również, że ewentualna strata tych miejsc byłaby „bardzo małą ceną do zapłacenia”. Słowa te spotkały się z aprobatą zgromadzonego tłumu, ale na zewnątrz wywołały falę oburzenia.

Polityczna burza i oskarżenia z Kalifornii

Reakcja lokalnych władz i demokratycznych polityków była natychmiastowa. Gubernator Kalifornii, Gavin Newsom, nie przebierał w słowach, nazywając wypowiedź prezydenta „obłąkaną i niebezpieczną”. W ostrych wpisach w mediach społecznościowych podkreślał, że głowa państwa w zasadzie zachęca zagranicznego wroga do ataku na ponad 10 milionów mieszkańców oraz kluczowe bazy marynarki wojennej.

Głosy sprzecisu płynęły też od lokalnych parlamentarzystów i burmistrzów. Reprezentanci San Diego przypominali, że miasto to dom dla ponad 115 tysięcy żołnierzy w czynnej służbie i ich rodzin, a traktowanie ich jako „kosztów ubocznych” wojny jest skandalem.

Biały Dom i sam Trump prostują wypowiedź

W obliczu rosnącej krytyki administracja oraz sam prezydent przystąpili do kontrofensywy, próbując złagodzić wydźwięk swoich słów. Dyrektor ds. komunikacji Białego Domu, Steven Cheung, argumentował, że wypowiedź została wyrwana z kontekstu. Według tej linii interpretacyjnej Trump miał na myśli jedynie to, że zdecydowana polityka USA zapobiega sytuacji, w której Iran mógłby realnie zagrozić amerykańskim miastom.

Kilka dni później podczas kolejnego wystąpienia Trump powrócił do tematu, zapewniając, że kraj pilnuje bezpieczeństwa swoich metropolii i „nie pozwoli, aby do tego doszło”. Krytycy pozostają jednak nieprzeonani, wskazując, że luźna retoryka prezydenta w sprawach tak poważnych jak wojna i bezpieczeństwo nuklearne przekracza kolejne granice politycznej odpowiedzialności.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: