Lekcja z Nowego Jorku dla Polski: Jak najem krótkoterminowy dusi rynek mieszkań

Strona głównaBiznes

Lekcja z Nowego Jorku dla Polski: Jak najem krótkoterminowy dusi rynek mieszkań

Jak wykurzyć Airbnb z wielkiego miasta? Lekcje od człowieka, który zmusił Nowy Jork do radykalnych kroków
Błyskawiczny awans Igi Świątek na US Open. Polka nie dała szans Argentynce
Tragedia, która nie słabnie. Liczby i fakty, które definiują zamachy z 11 września
Nowy Jork na linii Waszyngton-Pekin: USA chcą z Chinami wspólnej tarczy dla sztucznej inteligencji
MrBeast wkracza na korty US Open. Internetowy gigant dzieli tenisowy świat
Treść wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.

Kiedy turystyka wypiera stałych mieszkańców

Zamiast cichego sąsiedztwa – ciągła karuzela walizek, skrytki na klucze montowane na poręczach i obcy ludzie na klatce schodowej. Nowy Jork przeszedł drogę, przed którą dziś drżą polskie miasta. Kiedy platformy pokroju Airbnb rosły tam w siłę bez żadnego hamulca, lokalny rynek nieruchomości zaczął pękać w szwach. Ceny czynszów wystrzeliły w kosmos, a zwykli mieszkańcy przestali nadążać za rosnącymi kosztami życia.

W głośnej rozmowie na łamach „Pulsu Biznesu” Murray Cox – założyciel analitycznego projektu Inside Airbnb – obnażył realną skalę tego zjawiska. Okazuje się, że gdy miasto w końcu postawiło na swoim i wdrożyło bezwzględne regulacje, liczba ofert na platformie w Nowym Jorku spadła o ponad 90 procent – z około 55–60 tysięcy lokali w 2018 roku do niespełna 5 tysięcy obecnie.

Mieszkanie to nie auto. Gdzie leży granica?

Główna teza nowojorskiego aktywisty jest prosta do bólu: mieszkanie służy do mieszkania, a nie do spekulacji na doby. Kiedy zakup lokalu w celach inwestycyjnych pod najem krótkoterminowy staje się o wiele bardziej zyskowny niż tradycyjny wynajem długoterminowy, całe zasoby znikają z rynku. Podaż leci na łeb, na szyję, a presja na portfele najemców rośnie. Szacunki, na które powołuje się Cox, mrożą krew w żyłach – z powodu samej ekspansji najmu turystycznego nowojorscy lokatorzy mieli zapłacić w ciągu pięciu lat łącznie o 2,7 mld dolarów więcej.

Jakie narzędzia ucięły ten proceder za oceanem?

  • Zakaz krótkiego najmu całych mieszkań na okres poniżej 30 dni (chyba że gospodarz stale przebywa w lokalu razem z gościem).
  • Obowiązkowa rejestracja każdego gospodarza w miejskim systemie.
  • Prawo weta wspólnot mieszkaniowych – jeśli budynek nie wyrazi zgody, właściciel nie ma szans na legalną rejestrację.

Polska debata i polityczna huśtawka

Tymczasem nad Wisłą trwa niekończąca się przepychanka legislacyjna. Spór o tzw. „lex Airbnb” i unijny rejestr obiektów (CWTON) co chwilę zalicza ostre zwroty akcji. Rząd, samorządy oraz przedstawiciele branży ścierają się w kwestii tego, czy polskie miasta powinny dostać potężniejsze narzędzia – w tym prawo do tworzenia stref wyłączonych z najmu krótkoterminowego oraz dawanie wspólnotom realnego głosu. Sondaże pokazują jednoznacznie, że ponad połowa obywateli popiera prawo do blokowania takich biznesów we własnych blokach, jednak lobbystyczny opór z drugiej strony wciąż jest silny.

Eksperci nie mają jednak wątpliwości: jeśli polscy ustawodawcy nie pójdą nowojorskim śladem i nie ukrócą wolnej amerykanki, centra naszych miast zamienią się w hotele opanowane przez korporacje, a lokalna społeczność zostanie ostatecznie wyparta przez turystów.

Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: