Mieszkania są od tego, żeby w nich żyć, a nie żeby przynosić zyski algorytmom z Doliny Krzemowej. Tak w wielkim skrócie brzmi filozofia Murraya Coxa, aktywisty i programisty z Brooklynu, który wypowiedział wojnę platformom typu Airbnb. To m.in. dzięki jego twardym danych i mapom obnażającym fikcję „dzielenia się własnym domem” Nowy Jork zdecydował się na regulacje, które faktycznie zamknęły rynek przed masowym najmem krótkoterminowym.
Miliony na czynše i znikające mieszkania
Skala problemu przerosła wyobraźnię wielu samorządów. Z badań prezentowanych przez Coxa wynika przerażający wniosek: w ciągu zaledwie pięciu lat mieszkańcy Nowego Jorku wydali na czynsze w sumie 2,7 miliarda dolarów więcej tylko dlatego, że całe budynki i lokale zostały masowo przekształcone w hotele dla turystów.
Zamiast wspierać lokalną społeczność, platformy stały się narzędziem dla funduszy inwestycyjnych i cwaniaków kupujących po kilka, a nawet kilkanaście mieszkań. Prawdziwy gospodarz wynopatrujący dodatkowej gotówki za pokój w swoim domu ustąpił miejsca bezdusznemu biznesowi.
Jak platformy manipulowały rzeczywistością
Gdy miasto zaczęło pytać o statystyki, gigant branży technologicznej próbował lawirować. Cox wraz z innymi badaczami udowodnił, że przed publikacją oficjalnych raportów z platformy celowo usuwane były tysiące ofert naruszających lokalne prawo. Powstał projekt Inside Airbnb – cyfrowy bat na korporacje, który udowodnił, że bez niezależnych danych miejskich aktywistów urzędnicy są bezradni.
- Większość ofert w dużych metropolisach dotyczyła całych mieszkań, a nie wolnych pokoi.
- Ceny najmu długoterminowego szybowały w kosmos, windując wskaźniki bezdomności.
- Znikające społeczności lokalne zamieniały się w martwe, turystyczne skanseny.
Czas na polskie podwórko?
Problem dawno przestał być wyłącznie amerykańskim czy nowojorskim kaprysem. W Krakowie, Warszawie czy nad polskim morzem sytuacja wygląda bliźniaczo. Lokalsi nie mają gdzie żyć, bo właściciele wolą zarobić krocie na weekendowych imprezowiczach. Recepta Coxa jest brutalnie prosta: twarde, bezkompromisowe prawo, obowiązkowa rejestracja gospodarzy i kontrole, które nie patrzyną na gigantyczne budżety marketingowe korporacji.
Źródło: Puls Biznesu – portal biznesowy

KOMENTARZE