Nocny horror przy polskiej granicy. Rosyjski atak zmusił Borisa Johnsona do ewakuacji z pociągu

Strona głównaPolityka

Nocny horror przy polskiej granicy. Rosyjski atak zmusił Borisa Johnsona do ewakuacji z pociągu

Pałac Prezydencki reaguje na eskalację. Czy Karol Nawrocki zwoła Radę Bezpieczeństwa Narodowego?
Pilna narada w RCB po nocnych atakach Rosji tuż przy polskiej granicy. Tusk ostrzega przed eskalacją
Czeski atom tuż przy polskiej granicy. Wiceminister rozwiewa wątpliwości w Karpaczu

Alarm tuż przed świtem i nocna ewakuacja VIP-ów

Wojna w Ukrainie niebezpiecznie zbliżyła się do granicy Unii Europejskiej i NATO. W nocy z 12 na 13 września 2026 roku specjalny pociąg czarterowany, którym z Kijowa wracali zachodni dyplomaci i politycy, został nagle zatrzymany w rejonie polskiej granicy. Powodem był gwałtowny alarm dronowy wywołany zmasowanym rosyjskim uderzeniem w zachodnie obwody Ukrainy.

Wśród 206 pasażerów składu znaleźli się m.in. były premier Wielkiej Brytanii **Boris Johnson** oraz **Günter Sautter**, kluczowy doradca ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Politycy wracali ze stolicy Ukrainy, gdzie brali udział w prestiżowej konferencji bezpieczeństwa **Yalta European Strategy (YES)** oraz rozmowach dotyczących potencjalnych scenariuszy pokojowych.

Około godziny 5:00 rano konduktorzy obudzili pasażerów, nakazując im natychmiastowe przygotowanie do ewakuacji. Choć sytuacja wyglądała dramatycznie, ostatecznie alarm odwołano po tym, jak w bezpośrednim sąsiedztwie torów nie zlokalizowano kolejnych bezzałogowców. Skład ruszył w dalszą drogę, docierając do przejścia granicznego w Dorohusku z blisko **370-minutowym opóźnieniem**.

Rosyjskie drony uderzyły tuż obok granicy z Polską

Incydent z udziałem brytyjskiego ekspremiera nie był odosobnionym przypadkiem. Tej samej nocy rosyjskie siły powietrzne przeprowadziły potężną ofensywę, wykorzystując setki dronów oraz pocisków manewrujących. Szczególnie ciężkie uderzenia odnotowano zaledwie kilkaset metrów od polskiej granicy – m.in. w rejonie przejścia Dorohusk–Jagodzin, gdzie uszkodzona została stacja benzynowa, a w pożarze ucierpiały ciężarówki.

W strefie zagrożenia znalazł się również regularny pociąg pasażerski relacji Kijów–Warszawa. Według relacji ukraińskich kolei państwowych (Ukrzaliznycia), pocisk lub dron miał uderzyć w okolice lokomotywy zaledwie 2 kilometry od polskiej granicy. Polskie władze, w tym premier Donald Tusk podczas popołudniowej odprawy w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, podkreślały, że służby weryfikują te doniesienia, potwierdzając jednocześnie realne wybuchy i zniszczenia w strefie przygranicznej.

„Ślepy terror” i ostre reakcje zachodnich polityków

Zdarzenie wywołało falę oburzenia w zachodnich stolicach. Europejscy deputowani i dyplomaci, którzy na własnej skórze doświadczyli skutków nocnego bombardowania, nie przebierali w słowach. Wśród podróżujących feralnym szlakiem znaleźli się także m.in. były premier Szwecji i szef Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych Carl Bildt oraz niemiecki poseł Zielonych Robin Wagener.

– *Te ataki dronów to ślepy terror wobec ludności cywilnej i niebezpieczna eskalacja ze strony Putina* – grzmieli niemieccy parlamentarzyści po powrocie do kraju. Z kolei Boris Johnson na swoich kanałach społecznościowych ponowił apele o bezkompromisowe wsparcie dla Ukrainy oraz natychmiastowe przekazanie zamrożonych rosyjskich aktywów na odbudowę kraju.

Nocny incydent na ukraińsko-polskim pograniczu pokazuje, że linia frontu w każdej chwili może zagrozić najważniejszym postaciom europejskiej sceny politycznej, a margines bezpieczeństwa w regionie kurczy się z każdą godziną.

Źródło: RSS Wiadomosci.gazeta.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: