Polityczny klincz w Kielcach i głośny sprzeciw prawicy
Wszystko zaczęło się od prostego gestu solidarności, który przerodził się w ogólnokrajową burzę. Władze Winnicy – ukraińskiego miasta partnerskiego Kielc – zwróciły się z prośbą o przekazanie 15 wysłużonych autobusów marki Solaris, wycofanych z tamtejszego taboru miejskiego. 17-letnie pojazdy miały pomóc w utrzymaniu transportu w obliczu regularnych przerw w dostawach prądu i rosyjskich ataków na infrastrukturę.
Sprawa natrafiła jednak na mur. Część kieleckich radnych, głównie z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, podniosła larum. Powodem stała się polityka historyczna i fakt, że jedna z ulic w Winnicy nosi imię Stepana Bandery. Prawicowi politycy grzmieli z móownic, oskarżając pomysłodawców o brak wrażliwości i domagając się zablokowania darowizny. W efekcie presji politycznej mer Winnicy Sergiej Morgunow wycofał oficjalną prośbę, a autobusy miały trafić na złom.
Społeczny zryw i gigantyczna zbiórka
Zamiast pozwolić, by maszyny skończyły na śmietnisku, do gry wkrocziła organizacja pozarządowa. Fundacja „Sikorki na Ukrainie” uruchomiła zbiórkę publiczną, która przerosła najśmielsze oczekiwania. W niespełna trzy dni Polacy i darczyńcy z zagranicy wpłacili prawie pół miliona złotych, a docelowa kwota z czasem przekroczyła 600 tysięcy.
Dzięki zebranym środkom fundacja zaczęła legalnie odkupywać pojazdy od Zarządu Transportu Miejskiego w Kielcach w ramach kolejnych oficjalnych licytacji. Jak poinformowała dyrektor ZTM Kielce Barbara Damian, w ramach dotychczasowych postępowań udało się pozyskać już 10 Solarisów – pierwsze pięć w lipcu, a kolejne pięć w drodze trzeciej licytacji za niespełna 13 tysięcy złotych netto za sztukę.
Dokąd zmierzają kieleckie autobusy?
Obecnie trwają intensywne przygotowania techniczne i logistyczne. Pojazdy przechodzą szczegółowe przeglądy, serwis, wymianę akumulatorów oraz zyskują symboliczne naklejki podkreślające polsko-ukraińską jedność.
Fundacja prowadzi rozmowy z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych (RARS) w sprawie podstawienia specjalnego pociągu, który przetransportuje tabor przez granicę. Niezrażeni politycznym brudem i wrzawą wolontariusz udowodnili, że zwykła ludzka solidarność potrafi znaleźć objazd nawet tam, gdzie politycy budują betonowe zapory.
Źródło: Next.gazeta.pl

KOMENTARZE