Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Drugi kierowca przerywa milczenie

Strona głównaŚwiat

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Drugi kierowca przerywa milczenie

Rewolucja na polskich torach tuż-tuż. Pendolino rozpędza się do 253 km/h i szykuje na rekordowy rozkład
Nocne pobudki od RCB to nowa rzeczywistość. Polacy dostają SMS-y, ale pytają o jedno
Przełom w śledztwie ws. Nord Stream. Poszukiwany Ukrainiec wpadł w Chorwacji
Amerykanie idą śladem Polski. Południowokoreańska haubica K9 podbija amerykańską armię
Rosyjski dron-rakieta uderzył w Mołdawię. Maia Sandu mówi o celowych prowokacjach i wspomina Polskę

Wstrząsający bilans tragedii na węgierskiej autostradzie

W nocy z soboty na niedzielę 16 sierpnia 2026 roku na węgierskiej autostradzie M3 doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof drogowych z udziałem Polaków w ostatnich latach. Autokar przewożący 59 osób – wracających z pielgrzymki z Medjugorie mieszkańców województwa podkarpackiego – nagle zjechał z trasy i przewrócił się w rejonie miejscowości Mezokeresztes. W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniosło 12 osób, a kilkanaście zostało rannych.

Wokół przyczyn dramatu natychmiast narosła fala spekulacji. W mediach społecznościowych i serwisach informacyjnych powielano m.in. doniesienia o rzekomym pęknięciu opony, nagłym zasłabnięciu prowadzącego czy kilkukrotnym koziołkowaniu 24-tonowego pojazdu. Teraz głos zabrał drugi kierowca autokaru, Grzegorz Wojtoń, który w chwili zdarzenia odpoczywał w wygłuszonej kabinie.

„Proszę tego nie słuchać”. Kierowca dementuje plotki o koziołkowaniu

W rozmowie z „Super Expressem” Grzegorz Wojtoń zdecydowanie odciął się od krążących w sieci teorii. Pytany o to, czy autokar wielokrotnie koziołkował, odpowiedział bez wahania: – Absolutnie nie. Proszę tego nie słuchać.

Według jego relacji rzeczywisty przebieg zdarzenia wyglądał inaczej. Maszyna zjechała z asfaltu, a następnie zsunęła się po bardzo stromym i głębokim nasypie, przewracając się na bok. Wojtoń zwrócił uwagę na kluczowy detal infrastrukturalny – w miejscu, w którym doszło do tragedii, brakowało odpowiednich barier ochronnych, co mogło drastycznie wpłynąć na opłakane skutki wypadku.

Ostatnie minuty przed zmianą. Do bezpiecznego zjazdu brakowało dwóch kilometrów

Zanim doszło do dramatu, Wojtoń prowadził autokar przez Chorwację oraz sporą część Węgier. Gdy jego czas pracy dobiegał końca, za kierownicą usiadł drugi z kierowców, Robert. Jak podkreśla zmiennik, kolega nie zgłaszał żadnego zmęczenia ani problemów ze zdrowiem. Pytany o samopoczucie, miał odpowiedzieć, że czuje się bardzo dobrze.

Do wypadku doszło po pokonaniu około 3,5 godziny drogi przez drugiego kierowcę, tuż przed planowaną zmianą. – Do bezpiecznego zjazdu na przerwę brakowało zaledwie dwóch kilometrów – wyznaje z żalem Wojtoń. Służby i śledczy wciąż badają dokładne okoliczności, a węgierski sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu kierowcy na okres 30 dni.

Źródło: Wydarzenia w INTERIA.PL – wiadomości, wydarzenia

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: