Wspomnienia z wielkich boisk bywają słodkie, ale czasem zostawiają głęboki niesmak. Marek Koźmiński, były reprezentant Polski i wicemistrz olimpijski z Barcelony, powrócił do trudnych czasów ze swojej kariery klubowej. W 2002 roku, po dziesięciu latach spędzonych na włoskich boiskach, przeniósł się do Grecji, by zasilić szeregi PAOK-u Saloniki. Szybko okazało się jednak, że grecka rzeczywistość mocno odbiega od przedsezonowych obietnic.
Wszystko rozbiło się o finanse. Działacze greckiego klubu nagle uświadomili sobie, jak duże zarobki zagwarantowali Polakowi w kontrakcie. Zamiast szukać polubownego rozwiązania, zdecydowano się na bezwzględną metodę nacisku, by zmusić piłkarza do rezygnacji z pieniędzy.
Klub Kokosa po grecku: Treningi o 7:00 rano
W rozmowie w podcaście Radosława Majdana „Cały ten Majdan” na kanale Przeglądu Sportowego Onet, Koźmiński bez ogródek opowiedział o metodach stosowanych w Salonikach. Polak został odizolowany od pierwszej drużyny i wylądował we wczesnej wersji słynnego „klubu Kokosa”.
Przez około miesiąc przechodził przez prawdziwe piekło intencjonalnego zmęczenia:
- Zajęcia startowały codziennie rano o godzinie **7:00**.
- Treningi miały charakter czysto biegowy – pod dyktando trenera, który otrzymał od działaczy jasne zadanie „gonienia” zawodnika.
- Standardowy zestaw obejmował m.in. serie odcinków **10 razy po 400, 200 oraz 100 metrów**.
— Zdałem sobie sprawę, że to była forma głupiego przymuszania mnie do rozwiązania umowy – wspominał po latach Koźmiński. — Później na końcu ją rozwiązałem, ale przez miesiąc z uśmiechem na ustach o siódmej rano trzeba było trochę pobiegać. To było upokarzające, ale trudno.
Odporność psychiczna w futbolu
Choć traktowanie przez PAOK było formą psychicznego i fizycznego dręczenia, dawny obrońca biało-czerwonych podszedł do sprawy z chłodną głową. Pokazał, że presja nie złamała jego charakteru, choć sam mechanizm działania zachodnich klubów wobec „niedoceniających” kontraktów piłkarzy potrafi zaskoczyć swoją bezwzględnością.
Ostatecznie droga Koźmińskiego z Grecji szybko dobiegła końca, a cała historia pozostaje jaskrawym przykładem tego, jak brutalny potrafi być futbol za kulisami, gdy w grę wchodzą duże, źle kalkulowane przez działaczy pieniądze.

KOMENTARZE