Krakowskie pożegnanie z czarnym sportem
Sobota, **17 października 2026 roku**, zapisała się jako oficjalny koniec emocji żużlowych na polskich torach. Ostatnim akcentem minionego sezonu był rozgrywany na owalu w stolicy Małopolski Turniej o Puchar Marszałka Województwa Małopolskiego. Choć stawka liczyła zaledwie dziesięciu zawodników zmierzących się w nietypowej, bo aż sześciostartowej formule, ranga imprezy przyciągnęła uwagę kibiców spragnionych ostatnich metrów pod taśmą.
Zawody w Krakowie obfitowały w dramatyczne momenty. Aż 30% uczestników nie dojechało do końca rywalizacji. Już w pierwszym biegu groźnie wyglądający incydent zaliczył Jakub Juda, a wkrótce potem po widowiskowej katapulcie motocykla w stronę trybun wycofał się Jan Heleniak. W takich warunkach bezkonkurencyjny okazał się jednak ten, od którego wszyscy oczekiwali najwięcej.
Pełna dominacja wychowanka „Byków”
Kacper Mania nie zostawił rywalom żadnych złudzeń. 17-letni reprezentant Fogo Unii Leszno wygrał wszystkie swoje sześć wyścigów, inkasując absolutny komplet **18 punktów**. Od samego początku imponował pasją, prędkością i doskonałym dopasowaniem sprzętowym, co pozwoliło mu kontrolować przebieg niemal każdej gonitwy od startu do mety.
Drugie miejsce w turnieju wywalczył Bartosz Nowak z dorobkiem **15 oczek**, który musiał uznać wyższość lidera m.in. w bezpośrednich starciach. Podium uzupełnił Australijczyk barwach gospodarzy, Michael West, gromadząc **12 punktów** pomimo błędu z taśmą startową w fazie kwalifikacyjnej.
Trudna lekcja i jasny sygnał na przyszłość
Ten sukces smakuje wyjątkowo, bo dla młodego żużlowca z Leszna kończący się rok wcale nie należał do łatwych. Po obiecującym wejściu w dorosły speedway, debiutancki sezon na poziomie PGE Ekstraligi przyniósł mu sporo goryczy. Zamiast wysokich lotów, Mania zanotował spadek skuteczności, kończąc rozgrywki ligowe ze średnią na poziomie **0,857 pkt/bieg**. Do głosu dochodziły też wewnętrzne tarcia w klubie oraz trudne decyzje sztabu szkoleniowego, przez które utalentowany junior tracił niekiedy miejsce w składzie.
Triumf w Krakowie to jednak idealny moment na zresetowanie głowy. Pokazał, że gigantyczny potencjał nigdzie nie uciekł, a ciężka praca wciąż potrafi przynieść wymierne efekty. Czy ten krakowski akord pomoże mu odzyskać dawny blask przed kolejnymi rozgrywkami? Czas pokaże, ale głód jazdy z pewnością został zaspokojony.

KOMENTARZE