Robert Lewandowski podbił MLS. Co zrobił po meczu? Kamery wszystko nagrały

Strona głównaSport

Robert Lewandowski podbił MLS. Co zrobił po meczu? Kamery wszystko nagrały

Od piątej ligi Niemiec do gwiazdy Ekstraklasy. Jak Morgan Fassbender zamknął usta krytykom
Kapitan Rakowa nie wytrzymał po klęsce. Gorzkie wyznanie na żywo
Czarne Koszule idą jak burza. Polonia Warszawa rozbiła spadkowicza i ostrzy sobie zęby na ekstraklasę

Szalony mecz w Seattle i popis polskiego snajpera

To nie był zwykły występ w amerykańskiej lidze. W wyjazdowym starciu Major League Soccer, rozegranym pod koniec sierpnia 2026 roku, Chicago Fire zremisowało z Seattle Sounders 2:2. Przez długie fragmenty spotkania „Strażacy” musieli gonić wynik, a gospodarze dwukrotnie obejmowali prowadzenie. Wtedy na murawie w pełnej krasie błysnął Robert Lewandowski.

Polski napastnik udowodnił, że jego transfer do USA to nie żart marketingowy, a czysta jakość piłkarska. Najpierw w pierwszej połowie zanotował precyzyjną asystę przy trafieniu Marena Haile-Selassie’a. Gdy wydawało się, że punkty zostaną w Seattle, w 82. minucie 38-letni snajper popisał się kapitalnym uderzeniem głową po dośrodkowaniu Puso Dithejane, pakując piłkę do siatki. To jego czwarte ligowe trafienie w sezonie, które uratowało cenneremis i utrzymało Chicago Fire na trzecim miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej.

Gest po ostatnim gwizdku. Internet oszalał

Emocje nie opadły jednak wraz z końcowym gwizdkiem sędziego. Kamery telewizyjne oraz oficjalne media klubowe Chicago Fire wychwyciły moment, który w mgnieniu oka obiegł internet. Lewandowski, zmęczony, lecz zadowolony z walki do końca, zdjął swoją meczową koszulkę i ruszył w stronę trybun.

W Stanach Zjednoczonych polska diaspora licznie stawia się na stadionach, by oklaskiwać legendę reprezentacji. Tym razem szczęśliwcem okazał się młody kibic z polskimi korzeniami, który na widok wyciągniętego w jego stronę trykotu dosłownie oszalał ze szczęścia. Chłopiec nie mógł uwierzyć, że w jego ręce wpadła meczowa koszulka samego „Lewego”.

„Zawsze jest czas dla fanów” – skwitował klub w oficjalnym wpisie w mediach społecznościowych, publikując wideo z tego wydarzenia.

Choć chwilę później Polak mógł pokusić się nawet o dublet — jego kolejne uderzenie obronił jednak bramkarz gospodarzy — to właśnie ta ludzka scena po meczu skradła serca internautów. Bo gole, asysty i punkty w tabeli to jedno, ale klasa poza boiskiem buduje prawdziwy szacunek na każdym kontynencie.

Źródło: Przegląd Sportowy przegladsportowy.onet.pl

KOMENTARZE

WORDPRESS: 0
DISQUS: